Archiwum dla Maj, 2014

Kair wiosną

Posted: 22 Maj, 2014 in Rozne
palmy3

Z reguły większość z nas kojarzy sobie Egipt z piramidami, palmami i pustynią. Nie dostrzegamy, że w tym kraju jest dużo zieleni, gdyż chodząc ulicami nie patrzymy w górę, na korony drzew, ale skupiamy się na nierównych chodnikach, aby nie potknąć się i nie upaść. Dopiero będąc w Dahszur, położonym na wzgórzach, ujrzałam w dole zieloną wyspę, zieleń Gizy i Kairu. Widziałam też coś mniej radosnego, olbrzymią chmurę smogu wiszącą nad tymi miastami pomniejszającą moją radość z widoku, wywołującą raczej smutek.

Najpiękniejszą porą roku dla mnie jest wiosna. Temperatury przyjemne do chodzenia na spacery, noce jeszcze chłodne, ale równie miłe. Roślinność, jak wszędzie na świecie, zaczyna budzić się do życia. W oczkach wodnych pojawiają się kwiaty będące symbolem tego kraju, lotos.

lotos2      lotos1

Rozkwitają pierwsze rośliny zasadzane na klombach, w pobliżu hoteli, przyciągają swoją intensywną barwą i zapachem. Są wśród nich też znane nam z naszego podwórka nagietki, aksamitki, ołowniki, róże, prócz tego egzotyczne agawy, kaktusy, smukła strelicja… Dalej zobaczymy ukwiecone bogato krzewy z hibiskusem na czele.

strelicja nagietki hibiskus1

Wśród drzew obsypanych kwieciem najpopularniejszą jest akacja. Są także jacarandy, mangowce, bananowce i oczywiście smukłe, strzeliste palmy.

akacja 1 oleander1 Jacaranda 1 bananowce granatowiec

Tych drzew jest wiele gatunków, ale nie będąc botanikiem nie jestem w stanie wszystkich ich wymienić, nie znam nazw wielu z nich. Ale nie na tym mi zależało i nie będę tego zgłębiać, interesują mnie kolory. Najbardziej lubię pnącze bungewilla sięgające nawet 12 metrów. Oplata płoty, mury, wspina się na drzewa, bogato ukwiecone, różnobarwne. Chwilami odnoszę wrażenie, że jest ono jak plaga, pasożyt, ale kolory jakie roztacza, jak potrafi wysokiego na dwa pietra fikusa ozdobić swoim kwieciem – zachwyca urokiem, ożywia szare ulice miasta.

bugenwille4 bugenwille1 bugenwille2 bugenwille3

W kraju, gdzie opady deszczu są znikome natura sama broni się przed niedostatkami wody. Liście drzew, płatki kwiatów egipskich są mięsiste, jędrne, a korzenie sięgają głęboko w głąb ziemi. Nie zauważyłam, aby specjalnie dbano o tę roślinność, żeby nawożono, sprowadzano specjalną ziemię, ale wszystko i tak pięknie rośnie pod tym prażącym słońcem.

Piękny czas…

Posted: 19 Maj, 2014 in Galeria

001 002 003 004 005006 007 008 009 010

011 012 013 014 015 016 017 019 020 021 022 023 024 025 026 027 028 029 030 031 032 033 034 035 037 038 039 040 041

Takie tam…

Posted: 19 Maj, 2014 in Rozne
Okno

W czasach młodości chodząc ulicami zaglądałam w cudze okna, bardzo mnie interesowały. Nie miałam żadnych podtekstów, zwykła ciekawość – jak wyglądają, co się za nimi kryje. Odkryłam wówczas, że w większości okien kuchennych są żółte firanki. Nigdy nie znalazłam odpowiedzi na pytanie: dlaczego właśnie ten kolor. To się zmieniło. Teraz przeważają białe, koronkowe, przesłaniające co najwyżej połowę okna.

W dzień widziałam w oknach kwiaty, pelargonie i od czasu do czasu kota na parapecie przyglądającego się światu za szybą. Nocami okna były ciekawsze. Oświetlone, tętniące życiem. Na ścianach obrazy święte, „jelenie na rykowisku”, zdjęcia rodzinne z obowiązkowym zdjęciem ślubnym, nagie maluszki leżące na baranich futrach, regały zastawione kryształami lub jego imitacją. W kuchennym oknie krzątała się jakaś postać.

Mogłam patrzeć godzinami snując własne fantazje o mieszkańcach skrywających się za tymi oknami.

Ta przypadłość mi nie minęła, mam ją w sobie do dzisiaj, ale czy jestem w tym odosobniona?

Co to jest OKNO? Odpowiedzi otrzymamy różne, w zależności od tego kogo o to spytamy. Źródła encyklopedyczne podają: „element, konstrukcja zamykająca otwór w ścianie lub w dachu, służący do oświetlenia i przewietrzania pomieszczeń”. Historyk powie, że: „Początkowo otwór w ścianie spełniał rolę prymitywnego okna. Później zaczęto go wypełniać zwierzęcą skórą, drewnem czy tkaniną. Dodano następnie okiennice, które można było zamykać i otwierać. Z czasem funkcją okna było nie tylko umożliwienie dostępu światła do wnętrza, ale ochrona przed czynnikami atmosferycznymi. Okna pełniły też funkcję dekoracyjną, wzbogacając formę architektoniczna elewacji budynku. Z czasem w świetle okna zaczęto montować pionowe przegrody, słupki, które łączyły kawałki szkła za pomocą ołowiu. Po raz pierwszy szkło do okien zastosowali Rzymianie. Szklane okna były preferowane przez Europejczyków, podczas gdy okna papierowe, bardziej ekonomiczne, stosowane były w starożytnych Chinach, Korei i Japonii”. Internauta natomiast powie, że jest to „wydzielony obszar ekranu, najczęściej prostokątny, na którym prezentowany jest interfejs programu”.

A co powie poeta?

Poeta – Tadeusz Boy Żeleński (fragment)

Kiedy za oknem śnieg prószy
Lub szemrzą jesienne deszcze,
Naówczas w głąb własnej duszy
Chmurni wpatrują się wieszcze.

 

 Powój – Adam Asnyk (fragment)

Niejedna wesoła piosenka
W wiosenne wieczory lub ranki
Wybiega z tego okienka,
Strojnego w białe firanki.

I śmiechu srebrnego kaskada,
Ach, nieraz! z owego pokoju
Spłynęła w okna sąsiada
Po wiotkich splotach powoju.

Firanka – Władysław Broniewski

 

Otworzyłem okno, a firanka
pofrunęła ku mnie,
jak Anka
w trumnie.

Biała firanka, błękitne zasłony,
zaszeleściło…
O! pokaż mi się od tamtej strony!
Jesteś? Jak miło!….

Jak miło… jak miło… jak strasznie,
moja miła…
Ja już chyba nie zasnę…
Firanka? … Czy tyś tu była?

 

Pękło moje okno – Liliana Ziembińska

 

Pękło moje okno,
moja ukochana zabawka –
– okno na świat.
Patrzyły przez nie moje
oczy,
dusza i serce.
Pękło moje okno.
I już nic nie widzę !

Kocham Cię, dwa słowa.
Jedno wyznanie, które otwiera
wrota do Twojego serca.
Kocham Cię, dwa słowa
Tak wiele warte,
chociaż to tyłko słowa.

Dla mnie okno jest tym co napisał Charles Boudelaire:

„Ten, kto patrzy przez otwarte okno, nie zobaczy tyle rozmaitych rzeczy, co ten, kto z zewnątrz wpatruje się w okno zamknięte. Nie ma nic równie głębokiego, tajemniczego, niewyczerpanego, równie mrocznego i olśniewającego, jak okno oświetlone świecą. To, co można zobaczyć w blasku słońca, nigdy nie jest tak ciekawe, jak to, co dzieje się za szybą. W tej czarnej lub jaśniejącej dziurze żyje życie, życie marzy i cierpi”.

Źródła:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Okno
http://pl.wikipedia.org/wiki/Okno_(informatyka)

Pan Bawab

Dzielnica, niegdyś należąca do reprezentacyjnych nadal tak jest uważana, ale jej czas świetności dawno już minął. Dzisiaj ktoś ja nazwał „dzielnicą bawabów” (dozorców). I to prawda, oni wiodą tutaj prym. Siedzą z papierosem przed kamienicami, popijają herbatkę i z reguly nic nie robią. Swoje obowiązki sprzątania klatek schodowych wypełniają z większą lub mniejszą starannością, najczęściej mniejszą, o czym świadczy wygląd tych klatek. W kamienicach, w których zamieszkuje jej właściciel, sytuacja jest nieco lepsza, dozorca bardziej się stara, boi się swego pana. Większość jednak kamienic to mieszkania na wynajm.

Dozorcy wiedzą wszystko co, kto, gdzie i tylko patrzą jak i komu  uszczknąć parę groszy. Otrzymują od mieszkańców swoją comiesieczną składkę, ale – z tym się zgodzę – na utrzymanie rodziny jest to za mało. Więc poszukują innych źródeł. Za każdą usługę – kupienie drobiazgu dla mieszkańca, wniesienie bagażu, znalezienie mechanika do popsutego kranu czy anteny satelitarnej – za to wszystko pobierają pieniądze. Ale nie tylko od lokatora, mechanik płaci również haracz, musi dzielić sie zarobkiem. Często w tych drobnych usługach wyręczają ich własne dzieci jednak pieniądze idą do kieszeni ojca.

I tak „nasz pan” obrasta w sadełko czujnym okiem obserwując, aby nic nie uszło jego uwadze. I nie probuj korzystać z pomocy kogoś z zewnatrz, popadniesz w niełaskę „pana”. Cieżką pracę ma ten nasz bawab.

Jest jeszcze żona, najczęściej szara myszka zdominowana przez meża. Co należy do jej obowiązków? Oczywiście pomoc mężowi w dbałości o czystość kamienicy. Prócz tego normalne zajęcia – sprzątanie kącika w którym mieszkają, pranie, gotowanie… Dlaczego kącika? Jest to najczęściej mała klitka pod schodami w której muszą się zmieścić co najmniej cztery osoby. Tam gotują, jedzą, odpoczywają przy telewizorze, tam dzieci odrabiają lekcje, tam śpią i kochają się dbając o przyrost naturalny. Wszystkie zajęcia związane z tą klitką należą do obowiazków żony. Czy ma wolny czas? Tak, ma go dużo i każdego dnia poświęca go na odpłatne sprzątanie mieszkań lokatorów nie tylko w jej kamienicy. Każdego dnia przez cały tydzień gdzieś u kogoś sprząta.  Zarabia dużo więcej niż mąż, ale on, głowa rodziny, trzyma kasę. I najczęściej jest to kobieta uśmiechnięta, życzliwa, pomocna.

Właściciele kamienic nie są zbytnio zainteresowani ich stanem. Dla nich liczy się tylko zarobek uzyskany z wynajmu mieszkań. Bardzo trudno wyegzekwować od nich naprawę czegokolwiek. Ale cóż można od nich wymagać skoro państwo też się tym nie interesuje. Wystarczy spojrzeć na ulice przy którzch te kamienice stoją.

Na obrzeżach miasta powstają nowe, luksusowe, zadbane dzielnice, a o starych, z bogatą tradycją i historią zapomina się, nikt o nie nie dba. Oddało się je w zarząd bawabom.

Ken Wilber

 

…celem pracy nad sobą (…) nie jest pozbycie się fal w oceanie życia,

lecz nauka unoszenia się na nich.

(Ken Wilber – „Śmiertelni nieśmiertelni”)

 

Ken Wilber urodzony w 1949 roku jest współczesnym, amerykańskim filozofem, socjologiem, psychologiem, teoretykiem systemów i pisarzem. Jest twórcą integralnej teorii świadomości, zajmuje się również kulturą, duchowością i mistycyzmem. Uważany jest za twórcę psychologii transpersonalnej.

Wilber żyje zarówno życiem mistyka, jak i uczonego. Nie uważa się za guru, chociaż wielokrotnie tak jest nazywany; sam określa siebie jako panditę – udzielającego duchowych nauk.

Pisarstwem para się od wczesnej młodości, wydał wiele książek. Jedną chyba z najpopularniejszych, najbardziej poczytnych i poruszjących książek Wilbera jest Śmiertelni nieśmiertelni obejmująca pięć lat życia autora i jego żony, życia w „miłości, cierpieniu, umieraniu i wyzwoleniu”. Pięć lat, które w całości poświęcił opiece fizycznej i duchowej żonie śmiertelnie chorej na raka.

Pierwszy raz czytałam tę książkę w czasie, kiedy przeżywałam tragedię choroby nowotworej bliskiej mi osoby. Sama, przytłoczona okrutną rzeczywistością, nie do końca byłam w stanie zagłębić się w nią. Czytałam wybiórczo, skupiając się głównie na samej walce z chorobą, pomijając jej psychologiczno filozoficzne aspekty. Autor napisał ją w sposób na to pozwalający, co sam w przedmowie podkreśla. Po kilku latach, pogodzona z nieodwracalnymi faktami jakie miały miejsce w moim życiu, sięgnęłam po nią powtórnie.

Od przeżyć opisanych przez autora dzieliło mnie ćwierć wieku, czas jaki – w moim mniemaniu – winien w medycynie zaznaczyć się dużym postępem w walce z rakiem. Ale tak wcale nie jest. Opisywane sposoby leczenia, medycyna konwencjonalna, niekonwencjonalna, do dzisiaj nie wiele uległo zmianie. Nowe leki, bardziej doskonała i precyzyjna radioterapia, nadal dyskusyjna skuteczność i celowość chemioterapii; a rak nieubłaganie zbiera swoje bogate żniwo.

Książka, prócz suchych faktów opisu przebiegu choroby i jej leczenia, zawiera głębokie przemyślenia folozoficzne napisane językiem przystępnym, zrozumiałym nawet dla laika. W tę piękną opowieść Wilber potrafił wpleść objaśnienia i komentarze do wielkich tradycji duchowych, od chrześcijaństwa począwszy, a na buddyzmie skończywszy. Prowadzi rozważania o istocie medytacji, o związkach psychoterapii i duchowości oraz o naturze zdrowia i umiejętności uzdrawiania. Autor przeprowadza czytelnika przez wszystkie skomplikowane procesy zachodzące w człowieku w miarę upływu czasu i postępów choroby. Jest to stiudium pokory wobec natury i czasu, próba ,,oswojenia” się ze śmiercią zarówno przez osobę dotkniętą chorobą, jak i jej nabliższych. Uczy nas godzenia się z przeciwnościami.

W obliczu cierpienia człowiek poszukuje ukojenia, nadziei, ale potrzebuje również silnego, bezgranicznego wsparcia drugiej, bliskiej mu osoby. I jest ono nie mniej ważne w walce z chorobą, wspomaga działania lekarzy. Pamiętam, jak po jednym z kryzysów dziękowałyśmy lekarzowi, powiedział nam wówczas: „Myśmy zrobili tylko to co mogliśmy, połowę, druga połowa to wasze starania, wasza obecność i wsparcie „.

Potwierdzenie tego znalazłam w książce Wilbera…

 

okladka ksiazki

 

Skalane dzieci

Posted: 19 Maj, 2014 in Kultura i Sztuka

Kadr z filmu "Siostry Magdalenki"

Ostatnio modnym tematem mediów są problemy, ujmując to delikatnie –moralnych  wykroczeń duchownych i zakonnic. Problem nie nowy, ale aktualnie nagłaśniany. Wszyscy są przerażeni, oburzeni, zbulwersowani. Kinematografia również nie pozostaje w tyle.

Obejrzałam niedawno film pt. Siostry Magdalenki. Film nie nowy, bo z roku 2002, wyprodukowany przez Irlandię w kooperacji z Wielką Brytanią. Mówi o katolickim zakonie żeńskim, który był „azylem” dla kobiet. Przed 150-ciu laty w chwili ich otwarcia celem podstawowym była pomoc w rehabilitacji kobiet parających się prostytucją. Zatrudniano je do ciężkiej pracy w pralniach. Z czasem swoją działanością objęto kryminalistki. W nowszych czasach pod „opiekę” sióstr rodzice oddawali swoje „zepsute” córki. Dziewczęta, które urodziły nieślubne dziecko, które były zgwałcone czy poprostu uśmiechały się do chłopca, a czego nie akceptowali. Nie był to wyrok sądowy określający czas pobytu, było to dożywocie bez możliwości odwołania się do kogokolwiek. Pozbawiano je godności, głodzono, bito, wykorzystywano seksualnie… Horror, jak mogło dojść do tego w Europie dwudziestego wieku. Zaglądamy na cudze podwórka, potępiamy Trzeci Świat, oburzamy się, protestujemy, a tu nagle okazuje się, że w niczym nie jesteśmy lepsi. Dzisiaj wszyscy kajają się, przepraszają, ale to nie rozwiązuje problemu, nie uzdrowi psychiki tych kobiet, dzieci, które przez ten koszmar przeszły; to będzie w nich pokutowało przez całe życie.

Jak wyraziłam na wstępie – temat stary, tak było zawsze, tylko się o tym nie mówiło, udawało, panowała mafijna omerta.

Mnie jednak interesuje inny aspekt tej sprawy – gdzie są rodzice tych dziewcząt i dzieci krzywdzonych w podobny sposób, gdzie są ich matki, które rzekomo w obronie swej pociechy gotowe są walczyć jak lwice? Kobieta, przez dziewięć miesięcy nosi to maleństwo pod sercem, cieszy sie na jego przyjście, potem karmi i troszczy się o nie. Chore pielęgnuje, nie przesypia noce czuwając. I wszystko jest dobrze dopóki dziecko rozwija się zgodnie z utartymi przez społeczeństwo kanonami. Dorasta i nagle kobieta odkrywa, że jej dziecko ma zaburzenia hormonalne i jest homoseksulaistą czy lesbijką; wpadło w niewłaściwe otoczenie i jest narkomanem czy alkoholikiem. Podejrzewała wcześniej, ale nie chciała przyjąc tego do wiadomości, nie jej dziecko. Nie zastanawia się nad przyczynami, nie stara się zrozumieć i wesprzeć, wręcz odsuwa je, nie jest już jej. Nie będzie już siedziała nocami i czuwała, bo tych nocy musiałaby poświęcić dużo więcej niż przy grypie, czy innej dziecięcej chorobie. To dziecko jest już skalane, nieczyste. Zgwałcona córka – czarna owca w rodzinie, trzeba ją ukarać, ukryć przed otoczeniem, bo jaki to wstyd. A jeżeli urodzi dziecko? Zgroza, co ludzie powiedzą. Oddaje się dziecko do adopcji wbrew woli tej młodej matki, a ją samą wyklina z rodziny.

To właśnie tacy rodzice, te matki oddawały swoje dzieci do „azylu” Sióstr Magdalenek czy podobnych ośrodków skazując je na dożywocie, bez możliwości powrotu do życia w społeczeństwie. O ucieczce nie było mowy, bo gdzie pójdą, do kogo? Bez zawodu, bez środków do przetrwania… Rodzina ich nie przyjmie, już do niej nie należą.

Winnych ukarano, ale czy wszystkich? Czy pociągnięto rodziców do odpowiedzialności za krzywdę wyrządzoną własnemu dziecku?

„Azyl” Sióstr Magdalenek zakończył swoją działalność w roku 1996, ale o ilu takich miejscach jeszcze nie wiemy?

Plakat filmu "Siostry Magdalenki"

Dahszur

Posted: 19 Maj, 2014 in Rozne
  Dahszur

W szkole średniej przez jeden rok lekcje historii poświęcone były starożytności. Zachwyciłam się wówczas Egiptem i potem czytałam na temat przeszłości tego kraju wszystko, co było dostępne na półkach księgarskich. Komputerów, internetu jeszcze nie było, więc dostęp do źródeł  ograniczony. Mogłam liczyć tylko na to co zostanie napisane przez polskich autorów lub przetłumaczone na język polski i wydrukowane. I marzyłam o piramidach mając cichą nadzieję, że kiedyś będzie mi dane je zobaczyć, dotknąć.

Życie tak się potoczyło, że zamieszkałam w Egipcie, zobaczyłam je i mogę podziwiać ich piękno kiedy tylko zapragnę.

W Egipcie jest łącznie około stu piramid, aczkolwiek są zdania podzielone. Niektórzy naukowcy mniejsze z nich uważają za grobowce piramidopodobne. Dla mnie nie istotne jest nazewnictwo, wszystkie są wspaniałe i liczą sobie te pięć tysięcy lat.

Poznawanie ich rozpoczęłam od Gizy, od tych najsławniejszych, od CheopsaChefrena i Mykerinosa. Poraziły mnie swoją potęgą, pięknem. Nie wszyscy mają jednak opinię podobną mojej. Słyszałam wypowiedź turysty zastanawiającego się po co płacił tyle pieniędzy, żeby oglądać kupę kamieni? Nasz wielki polski wieszcz, Julisz Słowacki z wycieczki do piramid wyniósł głębsze refleksje.  Widok potężnych piramid skłonił poetę do przemyśleń na temat religii starożytnych Egipcjan, ich obrzędów pogrzebowych oraz czci oddawanej zmarłym, ułatwiły mu pełniejsze zrozumienie narodowego nieszczęścia. Poemat Rozmowa z piramidami jest odpowiedzią poety na zadane sobie pytanie – czy piramida egipska może być grobowcem polskiego ducha narodowego.

 

Rozmowa z piramidami

 

Piramidy, czy wy macie
Takie trumny, sarkofagi,
Aby miecz położyć nagi,
Naszą zemstę w tym bułacie
Pogrześć i nabalsamować,
I na późne czasy schować?
– Wejdź z tym mieczem w nasze bramy,
Mamy takie trumny, mamy.

Piramidy, czy wy macie
Takie trumny, grobowniki,
Aby nasze męczenniki
W balsamowej złożyć szacie;

Tak by każdy na dzień chwały
Wrócił w kraj, choć trupem cały?
– Daj tu ludzi tych bez plamy,
Mamy takie trumny, mamy.

Piramidy, czy wy macie
Takie trumny i łzawice,
By łzy nasze i tęsknice
Po ojczystych pól utracie
Zlać tam razem – i ostatek
Czary dolać łzami matek?
– Wejdź tu, pochyl blade lice,
Mamy na te łzy łzawice.

Piramidy, czy wy macie
Takie trumny zbawicielki,
Aby naród cały, wielki,
Tak na krzyżu, w majestacie
Wnieść, położyć, uśpić cały
I przechować – na dzień chwały?
– Złóż tu naród, nieś balsamy,
Mamy takie trumny, mamy.

(Juliusz Słowacki)

Ciekawa dalszych piramid doszłam do Sakkary i priamidy schodkowej Dżesera, a w końcu do Dahaszur. Długo były one niedostępne dla zwiedzających, był to teren wojskowy.

Zbudowano ich pięć: dwie króla Snofru (ojca Cheopsa) oraz trzy: Amenemhata II (Biała), Senusereta III i Amenemhata III (Czarna). Piramidy Snofru pod względem wielkości zajmują trzecie i czwarte miejsce po piramidach Cheopsa i Chefrena. Często określa się je mianem: Czerwonej i Łamanej. Jest jeszcze kilka mniejszych dla rodziny faraona, już nie tak okazałe jak władców.

Tam poraz pierwszy odczułam ich potęgę. Pustynia, pięć piramid, a w ich cieniu kilku policjantów na wielbłądach kłócących się z otoczeniem – staram się ich nie dostrzegać, nie widzę ich. Nie ma turystów, nie ma tej rzeszy ludzi pstrykających aparatami fotograficznymi – bezbłędni są w tym Japończycy, handlarzy pamiątkami, chłopców namawiających na jazdę konną czy wielbłądem… Idealna cisza… W dali na północ widać monumenty Gizy, na południe kolejną piramidę w Meidum. Świadomość miejsca, gdzie przed pięciu tysięcy laty byli ludzie, żyli i umierali, śmiali się i płakali, radowali i smucili… Dotykałam piramidy i chciałam poczuć ich energię, którą pozostawili po sobie. Siedziałam na piasku z przymkniętymi oczami i chciałam usłyszeć odgłosy życia, które się tu toczyło, poznać prawdę o nich, gdyż w interpetacje archeologów nie wierzę, nie przekonuje mnie. Piramidy nigdy nie mają jednolitej barwy, ona stale zmienia się. Raz są ciemne, przysadziste, groźne; innym razem rozświetlone, strzelające w niebo swym blaskiem. Patrzenie na nie nie nudzi. Miejsce działało na mnie jak magia, mogłabym siedzieć godzinami zapominając o realiach życia toczącego się dzisiaj. Tam DZISIAJ nie istnieje.

Niestety, cywilizacja i tam dotarła. Dahszur pojawiło się w programach wycieczek turystycznych i czar miejsca prysł.

(Zdjęcia ze zbiorów prywatnych)