Co jakiś czas wybucha skandal nad jakąś książką, filmem czy sztuką. Aktualnie jest to spektakl Golgota picnic zagrany przez argentyński zespól, który miał być zaprezentowany na Malta Festiwal w Poznaniu. Na łamach prasy, w internecie pojawiły się strony poświęcone temu tematowi; aż roi się od krytyki i oburzenia. Padają ostre słowa „antysztuka pełna niemoralności i bluźnierstw”, „tania sensacja, żerująca na antychrześcijańskich nastrojach” i wiele mniej delikatnych. Przed siedzibą Nowego Teatru w Warszawie ludzie z różańcami w rękach blokowali wejście do teatru, a potem z garnkami, trąbkami i gwizdkami hałasowano, aby zagłuszyć spektakl.
Jak to na mnie podziałało? Wywołało zaciekawienie tematem i obejrzałam spektakl, który również jest dostępny w internecie. Nie zamierzam poddawać go krytyce, bo nie jest to moim celem. Na pewno jest szokujący, nie w moim guście i po raz drugi nie zamierzam go obejrzeć. Nie miał on na mnie żadnego wpływu, nie zmienił mojego stosunku do wiary i religii. Uważam jednak, że każdy ma prawo wyboru, prawo decydowania co chce oglądać, co czytać i nikt nie może wpływać na indywidualne decyzje w tym zakresie. Kto uważa, że spektakl obraża jego uczucia ma prosty wybór – nie ogląda.
Pamiętam jak przed laty skandal w środowiskach chrześcijańskich wywołała powieść Dana Browna Kod Leonarda da Vinci. Wiele środowisk uważało, że książka „zawiera obelgi i kalumnie skierowane przeciw Jezusowi i Kościołowi”. Domagano się od chrześcijan nie czytania książki i bojkotowania filmu, który później powstał. I jaki to dało efekt? W tym czasie spędzałam urlop nad Morzem Czerwonym. Na leżakach opalali się turyści, wielu z nich z książką w ręku. Przeszłam wzdłuż plaży i podejrzałam co czytają – była to zakazana książka Browna w różnych językach świata. Nie można było zrobić lepszej reklamy autorowi, który dzięki temu w znaczny sposób zwiększył swoje zasoby finansowe, gdyż nakład tej książki w świecie wyniósł w roku 2004 ponad 200 milionów egzemplarzy. Dla mnie książka jest wspaniałym, wciągającym czytadłem, idealnym w podrózy, nie wymagającym wielkiego myślenia.
Wcześniej, bo w roku 1970 sensację wywołał musical Jezus Chrystus Superstar. W wielu państwach, w tym również w Polsce, teatry zamierzały wystawić ten spektakl. Już sam pomysł budził w ludziach potrzebę walki o ochronę Polski katolickiej. W Rosji, w podobnej sytuacji, wystąpiono do prokuratury z wnioskiem o zakaz wystawiania, gdyż jest to dzieło „obraźliwe”. Najsmutniejsze jest to, że umysły ogarnięte dogmatem nie dostrzegają w musicalu żadnych wartości artystycznych czy choćby intelektualnych – czują jedynie ostry policzek wymierzony w ich religijne uczucia. Dla mnie jest to genialna muzycznie opera rockowa skomponowana przez A.L. Webbera, ze wspaniałym wokalem Judasza. Często sięgam do arii z tego musicalu.
Protestujący czynią to często dla samej idei zaprotestowania nawet nie znając danego utworu, nie znając treści jakie dane dzieło zawiera, nie wgłębiając się w nie, nie starają się ich poznać.
To tylko trzy przykłady „skandalizującej” twórczości, a było tego więcej. Krytyka, wyrazy oburzenia wywołały jednak zawsze większe zainteresowanie książką, filmem czy spektaklem.Dla wielu ludzi byłyby one nieznane, nie dostrzeżone, ale odpowiednie środowiska bardzo zadbały o ich rozreklamowanie i nagłośnienie. Natura ludzka jest przewrotna i zawsze będzie sięgać po rzeczy owiane skandalem czy wręcz zakazane.




Bardzo ciekawe I swietnie sie czyta. Super analiza.