„Pomylona tożsamość” to tytuł książki opracowanej przez Tabb Mark we współpracy z dwoma rodzinami amerykańskimi. Całość oparta na autentycznych wydarzeniach.
W roku 2006 miał miejsce tragiczny wypadek w którym w jednej z rodzin, zginęła osiemnastoletnia córka. W innej rodzinie córka została ciężko ranna. Obie rodziny przeżywały tragedię. Jedna opłakiwała zgon, druga przesiadywała u boku rannej będącej w śpiączce. Cała sytuacja, przeżycia, wspomnienia przepojone są silną wiarą w Boga. Mnóstwo modlitw. Obie rodziny pogodzone z losem uznały, że taka była wola Najwyższego.
Nie zamierzam zastanawiać się nad ślepą wiarą tych ludzi, aczkolwiek uważam iż miała ona wpływ na dalszy rozwój wypadków. Szokiem była dla mnie ich naiwność, niewiedza, prymitywizm… Nie znajduję właściwych słów, wykracza to poza mój sposób rozumowania.
Po pięciu tygodniach od wypadku okazuje się, że pomylono tożsamości dziewcząt. Obie jasne blondynki i o prawie tym samym kolorze oczu. Na zdjęciach umieszczonych w internecie możnaby na siłę doszukać się podobieństwa. Jak mogło dojść do takiej karygodnej pomyłki.
Matka, „niby” zmarłej córki, dowiaduje się telefonicznie o tragedii jako pierwsza w rodzinie. Wraz z drugą córką udają się do szpitala, gdzie przebywają inni ranni z tego samego wypadku. Zadaje tylko jedno pytanie: czy czegoś od niej potrzebują. Dyżurna pielęgnierka informuje, że koroner nie potrzebuje już nic, gdyż ciało zostało zidentyfikowane w oparciu o znalezione przy niej prawo jazdy. Jeżeli jednak matka wyraża chęć, to może zaprowadzić ją do kostnicy. Matka nie wyraża takiej chęci, uznając że chce mieć na zawsze obraz córki żywej, uśmiechniętej. Ojciec rodziny, pastor, nie obecny w tym czasie aprobuje decyzję żony. Podobną opinie wyraża siostra zmarłej i jej narzeczony. Koroner zorganizował transport ciała do miejsca zamieszkania rodziny. Odbył się pogrzeb, opłakano córkę. Zdziwiła mnie nieco reakcja tej rodziny pierwszego dnia. Skupuli się na rejestrowaniu nazwisk osób, które dzwoniły z kondolencjami, na robieniu listy kogo należy powiadomić o tragedii, dziękowali Bogu za tyle dowodów pamięci i deklarowanych modlitw.
Druga rodzina pełni dyżury w szpitalu przy rannej. Dziewczyna ma posiniaczoną twarz, opuchniętą – brak okaleczeń, gips na ręce i nodze, kołnierz ortopedyczny i mnóstwo podłączonych rurek. W jednym momencie coś sygnalizowało o pomyłce. Przekazana rodzinie odzież zdjęta z rannej budziła wątpliwości. Uznano jednak, że pożyczyła od koleżanki, co miała w zwyczaju robić. Zaskoczeniem był również ślad po kolczyku przy pępku, co wytłumaczono sobie, że zrobiła to w tajemnicy.
Matka siedzi przy córce przez pięć tygodni, wznosi modły do Boga, wyśpiewuje psalmy, czyta Biblię i nic jej nie sugeruje, że to nie jej córka. Wątpliwości mają jedynie przyjaciele. Rodzeństwo zakłada stronę internetową informującą o przebiegu leczenia i proszą wszystkich o modlitwę.
Obie rodziny wykształcone, ukończyły wyższe studia.To wszystko brzmi absurdalnie, ale to się wydarzyło.
Po czterech tygodniach zaczynają pojawiać się wątpliwości. Dziewczyna wyszła ze śpiączki, twarz normalna, oczy zamknięte, ale nadal nie miała kontaktu z otoczeniem, co jest normalne przy treumatycznym urazie mózgu. Zaczęła wypowiadać pojedyńcze słowa. Były nielogiczne, nie pasowały do rodziny która się nią opiekowała. Wymawiała obce imiona, przywoływała swojego ojca, obecnego przy niej odrzucała. Terapeutka tłumaczyła, że w jej sytuacji to jest rzeczą normalną. Pierwsze wątpliwości zaczęła mieć jej „siostra”, potem dołączył „ojciec”. Zrobiono identyfikację stomatologiczną, która ujawniła pomyłkę tożsamości.
Reakcja obu rodzin jest również zastanawiająca. Przeżywają nowy ból, nowe radości. Nie winią za to nikogo, sami się o nic nie obwiniają. Wszystko stało się zgodnie z wolą Boga, który tą drogą ich doświadczał, poddawał ich wiarę próbie.
…
Dotychczas nie słyszałam, żeby matka nie chciała po raz ostatni spojrzeć na swoje dziecko, być pewną, że odeszło. W czasie wojny zginęło wiele córek i synów. Matki jednak nie przestawały czekać, nigdy z faktem śmierci nie pogodziły się. Szukały, chodziły od miejsca do miejsca, gdzie dokonywano ekshumacji tymczasowych miejsc pochówku. Musiały sprawdzić, czy może jej dziecko tam jest. Przeżycia z tym związane były ciężkie, a jednak się nie poddawały. Jak to jest możliwe, aby w XXI wieku rodzic przyjął telefoniczną informację o śmierci dziecka i nie chciał znaleźć potwierdzenia tego? Jak koroner może zidentyfikować zmarłą osobę tylko w oparciu o rzeczy, które na miejscu wypadku leżały w pobliżu danej osoby.
A druga strona? Czy możliwym jest, aby matka nie rozpoznala swojego dziecka, którym opiekuje się przez osiemnaście lat. Matka jako jedyna ma zdolność rozróżniana swoich dzieci bliźniaków. Nie pomyli się. Jak można pomylić własną córkę z obcą osobą, nawet jeżeli istnieje między nimi podobieństwo? Od chwili narodzin naszej pociechy oglądamy każdy kawałek jego ciała, znamy każdy grymas twarzy, reakcje, przyzwyczajenia.
Winę za to ponoszą wszyscy, od policji zaczynając, przez personel medyczny, terapeutów na obu rodzinach kończąc. Nikt jednak nie wniósł żadnej skargi, nie było żadnego pozwu. Obie rodziny zaprzyjaźniły się i nawet wystąpiły w „The Oprah Winfrey show”.
To są Amerykanie XXI wieku, nowego tysiąclecia obfitującego w ekskluzywne szkoły, najnowsze technologie, wszystko co najlepsze… Tym karmią cały świat, a własne społeczeństwo trzymają w głębokiej niewiedzy, śmiem powiedzieć – w religijnym zaślepieniu, prymitywiźmie. Czym to się różni od pogardzanego Trzeciego Swiata?…
