Archiwum dla Luty, 2017

Widok z okna

Posted: 9 lutego, 2017 in Rozne

Weszłam do mieszkania i uderzył mnie zapach jego pustki. Mieszkanie zamknięte od roku, powietrze zatęchłe. Otwarłam wychodzące na wschód okna i wionął na mnie przyjemny, ciepły, wczesno jesienny wiaterek. Widok na ulicę z dziesiątego piętra, w dole tramwaj, dalej osiedle bloków, za nimi zieleń, a na horyzoncie jezioro. Coś jednak zakłócało czystość obrazu. Trzy, wysokie na pięćdziesiąt metrów żurawie, dźwigi budowlane.

Przed laty widok przesłaniał zakład produkcyjny. Typowy twór komunistycznego budownictwa. Wysoki, szary budynek  z przestronnymi halami produkcyjnymi, a na wszystkich piętrach, za oknami, widoczne dziesiątki kobiet zgarbionych nad maszynami do szycia. Okna oczywiście nie myte, widok przytłaczający szczególnie w szarówce jesiennej.

Pewnego dnia postanowiono zakład odświeżyć. Umyto okna, a elewację zewnętrzną pomalowano na jaskrawo bordowy i żółty kolor. Nie można już było mówić o przygnębiającej szarzyźnie, ale patrzeć się na to nie dało bez okularów przeciwsłonecznych. Chodząc ulicą, nie podnosząc w górę głowy można było obok tego przejść, jednak mieszkańcy z bloków vis a vis musieli to znosić codziennie. Każdego ranka budząc się mieli przed oczami tę żółtą płaszczyznę i kobiety zgarbione nad maszynami.

dsc01691

dsc01828

Minęło kilka lat i znowu coś zaczęło się zmieniać. Zakład otoczono płotem z szarej blachy falistej, zniknęły zza okien kobiety. Budynek stał i niszczał, aby po długim okresie zastoju rozebrać go, zburzyć. Pozostał po nim płot falisty, a za nim olbrzymi dół zalany brudną wodą po opadach deszczu lub po topniejącym śniegu, z narastającą ilością śmieci. Mieszkańcy bloków nie patrzyli jednak w dół, mieli przed sobą piękny widok bloków w dalszym planie, zieleni, dalekich portowych urządzeń i jeziora zmieniającego swą barwę zależnie od pory dnia czy roku.

Na szarym ogrodzeniu zaczęły pojawiać się plakaty, afisze, reklamy. Starsze z czasem obdarte, popisane, porysowane, na nie naklejane nowe. Ogrodzenie przeszło swój okres graffiti, bardziej lub mnie udanych. Wielobarwna mozaika szpeciła ulicę.  W niektórych miejscach blacha oderwała sie od słupka łopocząc na wietrze.

Przez wiele miesięcy nic się nie działo, ale w końcu pojawiły się dźwigi, ale ja już wyjechałam. Gdy powróciłam po długim czasie znowu ujrzalam wpierw płot z falistej blachy. Poszarzał, nie miał już metalicznego błysku, narosła ilość plakatów. Widok przygnębiający.

Słońce już zachodziło, ale z okien mieszkania widać było trzy dostojne dźwigi oświetlone ostatnimi promieniami słońca. Ich ramiona ustawione równolegle do bloku, w dole betonowy fundament nowo powstającego budynku i cisza, żadnego ruchu, człowieka, nikt nie pracuje.  Zajęta rozpakowaniem bagażu nie myślałam więcej o widoku za oknem.

Wstałam wypoczęta, słońce już świeciło. Podeszłam do okna, dźwigi stały, ale już nie czerwone tylko szare, a jedno ramię skierowane w stronę mojego okna. Nadal nie widzę nikogo pracującego, kabiny operatorów na samej gorze tej konstrukcji, żadnego ruchu. Cóż, widocznie zadziałało zmęczenie długą podróżą. W ciągu dnia kolor dźwigów się zmieniał co było spowodowane ustawieniem promieni słońca.

Następnego dnia znowu to samo, inny kolor, inne ustawienie kąta ramion, a ludzi nadal nie widzę, bezruch. Wziełam lornetkę, w kabinach pusto. I tak było każdego ranka przez cały mój dwumiesięczny pobyt. Chciałam zobaczyć dźwigi w ruchu, dojrzeć jak operatorzy wchodzą do swoich kabin. Nie udało mi się. Wyjechalam nie rozwiązawszy zagadki, kiedy i przez kogo przesuwane są ramiona dźwigów.

dscf7946  dscf7949

Exif_JPEG_420