Archiwum dla Maj, 2017

Klepsydra

Posted: 5 Maj, 2017 in opowiadania

Pisanie pozwala odegnać lęk. Na krótką chwilę odsuwa go na bok przed upływającym czasem. Absolutnie wszystkiego, co przepływa nam przez głowę. Byle z pominięciem bzdur. Zapewne właśnie w takich chwilach się pisze – gdy nie ma z kim porozmawiać. Albo raczej wtedy, kiedy to, co ma się do powiedzenia, nie mieści się lub nie może zostać zrozumiane w zwyczajnej rozmowie. Gdy potrzeba czegoś więcej. Potrzeba czasu.

Stojąca przed nami klepsydra nieubłaganie nam o nim przypomina. Dwie szklane bańki połączone rurką przesypujące piasek. Czasomierz znany już od prawie czterech tysiącleci.

Z chwilą naszych narodzin pojawia się taka klepsydra z górną bańką po brzegi wypełnioną piaskiem, który z każdym naszym kolejnym oddechem przesypuje piasek  do dolnej bańki. Początkowo, na dole tylko znikomy jego ślad, lekkie zakurzenie dna. To przesypuje się nasz czas.  Nie zwracamy na to specjalnej uwagi, przecież ta górna bańka jest tak olbrzymia. Tak dużo mamy czasu.

Czas, to pojęcie nad którym, od pokoleń, debatują wielkie głowy tego świata. Jest on chwilą, punktem na osi czasu, odcinkiem, trwaniem, czwartą współrzędną w czasoprzestrzeni w teorii względności.

Różnie go interpretowano. Arystoteles w swoim dziele Fizyka pisał: „Czas jest czymś nieuporządkowanym, gdyż powoduje on utratę pamięci, zapominanie. W tym sensie czas jest bardziej przyczyną ginięcia, niż powstawania”. Według Augustyna (XI księga Confessiones) czas „jest on bezcenny, nierozłączny ze zmianą (ruchem), stanowi pewien wymiar świata materialnego i wiąże się z przemijalnością. Teraźniejszość (to, co istnieje materialnie) jest dla niego czasem zauważanym (choć nieuchwytnym), przeszłość (to, co istniało) – pamiętanym, a przyszłość (to, co będzie istniało)”. Dla Newtona istnieje tylko „jeden, uniwersalny i wszechobejmujący czas – płynie on w jednostajnym tempie i nic nie wywiera na niego wpływu. Jest więc absolutny i obiektywnie jednakowy w całym wszechświecie”. Ogólna teoria względności Einsteina uwzględnia „związek czasu z polem grawitacyjnym. Czas nie płynie już odrębnie, lecz jest związany jako czwarty wymiar w pojęciu czasoprzestrzeni. Zgodnie z podstawowym założeniem ogólnej teorii względności, grawitacja powoduje zakrzywienie czasoprzestrzeni. Zegary umieszczone w silniejszym polu grawitacyjnym chodzą wolniej, dlatego zegar leżący na powierzchni Ziemi chodzi wolniej, niż zegar umieszczony np. na szczycie wieży”.

Trwające, pojawiające się w każdej epoce rozważania, dyskusje, spory na temat pojęcia czasu nie mają jednak wpływu na czas jaki my odbieramy, na nasz czas codzienny, w którym żyjemy.

Przez szyjkę klepsydry piasek przepływa jak woda w strumieniu. Płynie. Płynie przez cały czas. Ale czasami poziom wody jest wysoki, i wtedy płynie szybciej. Czasem jest niski, i wtedy płynie wolniej.

Rośniemy, dojrzewamy. Nasze życie pełne jest nowych doznań, uczymy się, poznajemy. Nie odczuwamy upływającego czasu, mamy go jeszcze tak dużo. Osiągamy pewną stabiloność, pewien spokój jutra. Wszystko się ulożyło. Spogladamy na klepsydrę i nagłe zaskoczenie, połowa już sie przesypała. Nie patrzymy na klepsydrę, aby pewnego dnia, w chwili spokoju i zadowolenia odkryć, że obie szklane bańki mają po równej ilości piasku.  Obok druga klepsydra, a w niej podobnie. Tak równomiernie osypuja sie, a jednak zaskoczeni zastanawiamy się kiedy to się stało. Czyżby znaczyło to, że połowa życia właśnie mija? Przecież, tak naprawdę, dopiero się dla nas zaczęło, przed nami jeszcze tyle do zrobienia. Wiemy co chcemy, jesteśmy w sile, rozpiera nas energia. Odwrócić klepsydrę? Oszukać czas? Nie, to nic nie zmieni, jesteśmy w połowie. Czujemy się nieco zagubieni. Chwila refleksji, zadumy, ale nadal z pozytywną wizją jutra idziemy dalej. Wciągamy się w wir życia i znowu zapominamy o naszej klepsydrze.

Nasza dojrzałość sprawia nam przyjemność. Mamy tyle jeszcze planów, tyle spraw nie załatwionych. Tlumaczymy się sami przed sobą, ze do teraz była to część życia nie w pełni dojrzałego, ale teraz wiemy jak ten czas wykorzystać, tylko że zaczyna nam go nieco brakować.

Zaczynasz bardziej obserwować i dostrzegasz, że w drugiej klepsydrze piasek przesypuje się szybciej, jest go coraz mniej, aż pewnego dnia całość osiadła w dolnej części. Nie rozumiesz tego. Przecież nasze klepsydry opróżniały się w równym tempie i zadajesz sobie stale jedno pytanie – dlaczego.

Przez dlugi czas nie zwracasz uwagi na swoja klepsydrę, a gdy na nią w końcu spoglądasz dostrzegasz, jak mało pozostało. Jak długo potrwa, aż ostatnie ziarnko piasku osunie się w dół.

Zaczynasz uzmysławiać sobie, że twój czas, który jako dziecko uważałeś za nieskończony, zbliża się do mety.