Film

Kino PIONIER

 Zabytkowa kamienica z kinem

Szczecin, dzisiaj polskie miasto, miało na przestrzeni dziejów burzliwą historię. Będąc miastem o strategicznym położeniu – niedaleko Morza Bałtyckiego, nad rzeką Odrą – wzbudzało zainteresowanie sąsiednich plemion, później państw. W swoich 1800 letnich dziejach było miastem polskim, niemieckim, szwedzkim, duńskim, francuskim i również wolnym miastem. W czasie II wojny światowej zostało dotkliwie zniszczone dywanowymi, bombowymi nalotami armii alianckiej. Zniszczeniu uległo 70% zabudowań, a urządzenia przemysłowe w 90-ciu procentach. Zachowały się nieliczne zabytki oraz secesyjne kamienice w samym centrum miasta.

W jednej z nich, przy ulicy Wojska Polskiego 2 (dawniej Falkenwalder Straße 2) mieściło sie małe kino. Założył je w roku 1907 Otto Blauert, później odkupuł je Albert Pietzke. Przez pierwsze  dwa lata wyświetlano w nim filmy krótkometrażowe, a oficjalnego otwarcia kina dokonano 26 września 1909. Do roku 1939 działało pod nazwą Helios, aczkolwiek prawdopodobnie zmiało nazwę kilkakrotnie. Prawdziwość tych dat potwierdza książka adresowa z roku 1908 oraz znalezione dokumenty mówiące o urczystości jaka się tam odbyła w roku 1943 z okazji 36. urodzin kina.

Z chwila wybuchu wojny nazwę zmieniono na Welt-Theater  i przetrwała ona do końca wojny.

W 1945 roku, po wkroczeniu do Szczecina armii radzieckiej i przekazaniu miasta władzy polskiej kino otrzymało nową nazwę Odra. Po pięciu latach zmieniono na Pionier[1] i tak pozostaje do dzisiaj.

Pierwszym filmem wyświetlonym już w polskim kinie był Iwan Groźny w reżyserii  Sergieja Eisensteina. W niedziele, w godzinach porannych zawsze wyświetlano filmy dla dzieci i tę tradycję zachowano przez wszystkie późniejsze lata. Były to tzw. Poranki, na które dzieci bardzo chętnie chodziły z rodzicami.

Dzisiaj kino Pionier przejęte przez dwóch panów – Jerzy Miśkiewicz i Wacław Szewczyk  – jest odrestaurowane, posiada dwie sale kinowe. Sala główna, większa i tradycyjna w wystroju, kultywująca stare tradycje i druga w podziemiach kina, bardziej kameralna utrzymana w stylu retro i nazwana Kiniarnia. Tam, przy stolikach, przy kawie czy herbacie można oglądać filmy wyświetlane ze starego projektora.

Dzięki wieloletnim staraniom obu panów w roku 2005 kino Pionier zostało wpisane do księgi Guinnessa’a nadając mu tytuł najstarszego nieprzerwanie działającego kina na świecie. Poprzednio tytuł ten przysługiwał działającemu od 1908 roku Korsør Biograf Teater w duńskim mieście Korsør

sala glowna   kamienica z kinem dzisiaj   Kiniarnia

[1] Polityczna organizacja skupiająca dzieci w Zwiazku Radzieckim. Celem jej było wychowanie w ideach kominizmu.

 

Nietykalni/ Intouchables

Wiek dwudziesty pierwszy obdarował nas najwyższymi osiągnięciami technologicznymi. Mamy iPady, iPody, iPhony, tablety, Kindle, laptopy najnowszej generacji, internet w sekundę, anteny satelitarne, dekodery… wylicznaka jak u Umberto Eco[1]. Świat zmalał, mamy go u stóp, na wyciągnięcie ręki, lecz świat intelektualny kurczy się dramatycznie.

Po dniu pracy wracamy do domów spragnieni odpoczynku, relaksu z kawą przed telewizorem w którym możemy oglądać setki programów. Włączamy, słyszymy jałowe dyskusje, wiadomości pełne zawirowań, wojen, masakry… Przełączamy na kanały filmowe, a tu dominują wszechobecne amerykańskie produkcje, ich horrory, thrillery, filmy akcji w których trupów jest więcej niż statystów do tych ról zaangażowanych i… wyłączamy telewizor. Doskonały sprzęt, jaki kupiliśmy za duże pieniądze, też nam nie pomoże; ile można grać, bawić się, ewentualnie poczytać coś na Kindle.

kadr z filmu_2 kadr z filmu_3 kadr z filmu_4 kadr z filmu_5

Sięgamy więc do internetu i szukamy coś „normalnego”. I mamy, perełkę, film produkcji francuskiej oparty na fakcie Nietykalni/ Intouchables. W opisach zakwalifikowano ten film jako biograficzny, dramat, komedia. Dyskusyjne jest przypisanie do komedii. Czy wszystko, co wzbudza wesołość, radość jest komedią?

Film powstał w oparciu o książki pt. Drugi oddech i Odmieniłeś moje życie. Autor pierwszej z nich, Philippe Pozzo Di Borgo, francuski arystokrata korsykańskiego pochodzenia uległ wypadkowi na paralotni, wskutek czego został sparaliżowany, a jedynym organem którym może poruszać to głowa. Przed wypadkiem producent win, milioner, któremu niczego nie brakowało, człowiek szanowany w środowisku, żyjący w luksusach.

Abdel Sellou, autor drugiej książki, to postać diametralnie inna. Algierski imigrant wychowany na przedmieściach Paryża przez przybranych rodziców. Dziecko ulicy parające się kradzieżami, przynależnością do gangu młodocianych przestępców, karany więzieniem.

Przypadek, który często kieruje naszym życiem, sprawił, że los połączył tych dwoje mężczyzn wielką przyjaźnią. Tej części ich życia, początkom przyjaźni trwającej po dziś dzień, poświęcony jest film. W rolę francuskiego arystokraty wcielił się Françoise Cluzet, a postać Algierczyka odtworzył francuski aktor pochodzący z Senegalu, Omar Sy, przybierając w filmie imię Driss.

Arystokrata milioner i chłopak z ulicy, który traktuje swego pracodawcę „normalnie”. Nie widzi w nim bogacza, lecz człowieka któremu potrzebna jest pomoc poprzez nadanie jego życiu sensu i radości. Tych dwoje ludzi różni wszystko: wiek, stan społeczny, sytuacja materialna, wykształcenie, sposób odbierania świata. Chłopak jest młody, tryskający zdrowiem i optymizmem, ale z bagażem życiowych doświadczeń. Milioner ma wszystko, ale patrzy na świat z pozycji wózka inwalidzkiego. Dziesięc lat, które spędzili obok siebie zmieniło ich diametralnie. Każdy z nich znalazł swój cel w życiu, zaczęli dostrzegać wartości, które wcześniej niedostrzeżone przechodziły obok nich, ich życie nabrało głębszego sensu i znaczenia.

Film zrealizowany z wysoką kulturą, wspaniałe aktorstwo obu czołowych bohaterów. Wartka akcja, błyskotliwy dialog, humor subtelny bez zbędnych ubarwień dopełniają całości. Pomimo, iż porusza się w filmie delikatny problem człowieka na wózku inwalidzkim nie ma w nim sentymentalizmów, rozczulań nad chorym; chory – choć ograniczony w ruchu – jest w pełni uczestnikiem życia codziennego.

Takie filmy chciałoby się oglądać częściej.

       Philippe Pozzo Di Borgo & Abdel Sellou Philippe Pozzo Di Borgo & Abdel Sellou 2

 

[1] Umberto Eco – Cmentarz w Pradze

Rodzinny klan

STRADIVARIUS - kadr z filmu

W większości rodzin rodzice marzą, aby ich dzieci wybrały ten sam zawód co oni. I często tak bywa, gdyż nasze pociechy wychowane w określonym środowisku zaczynają do niego lgnąć i nie widzą dla siebie innego miejsca jak w możliwości kontynuowania tradycji rodzinnej. Dotyczy to każdego środowiska, każdego zawodu.

Anthony Quinn (1915 – 2001), wszystkim znany aktor amerykański z meksykańskim rodowodem miał tych dzieci dużo, bo chyba dziesięć. Niektóre z nich poszły w ślady ojca tworząc rodzinny klan Quinn’ów. Trójka z jego synów zagrała w roku 1989 u boku ojca w filmie produkcji francusko-włoskiej Stradivarius.

Anthony Quinn 2 Anthony Quinn 1

W roli młodego lutnika obsadzono, wówczas dwudziestotrzyletniego Lorenzo Quinn’a (1966), który wykazał się dużym talentem aktorskim, jednak nie związał się na stałe z filmem. Zagrał w pięciu, ale jego pasją była rzeźba. Jego prace cieszą oko w parkach i na placach wielu krajów Europy i Ameryki.

 Lorenzo Quinn 2 Lorenzo Quinn 1

Francesco Quinn (1963 – 2011), aktor z wyboru, zagrał jednego z synów lutnika, który poświęcił się kapłaństwu. Chyba najbardziej podobny do słynnego ojca, odnoszący sukcesy w swoim zawodzie w filmie i serialach telewizyjnych (Quo Vadis,JAG…) , jednak karierę przerwał nagły atak serca.

Francesco Quinn 2 Francesco Quinn 1

Drugiego syna, z licznego potomstwa Antonio Stradivariusa zagrał Danny Quinn (1964) parający się aktorstwem zawodowo, jest ponadto reżyserem filmowym i scenarzystą.

Danny Quinn 4 Danny Quinn 1

Stradivarius, opowieść o słynnym lutniku, to jeden z lepszych filmów biograficznych, a Anthony Quinn jeszcze raz pokazał nam swój kunszt aktorski. Na uwagę zasługuje ścieżka dźwiękowa filmu. Kto lubi słuchać dźwięków skrzypiec i innych instrumentów strunowych dozna wspaniałych przeżyć. Muzyka w doskonałym wykonaniu przewija się przez cały film; partie skrzypcowe wykonuje włoski wirtuoz skrzypiec, Salvatore Acardo.

Koncert w domu lutnika

[Wszystkie zdjęcia są wykadrowane z filmu STRADIVARUS – kolekcja prywatna]
 
 Skalane dzieci

 

Kadr z filmu "Siostry Magdalenki"

Ostatnio modnym tematem mediów są problemy, ujmując to delikatnie –moralnych  wykroczeń duchownych i zakonnic. Problem nie nowy, ale aktualnie nagłaśniany. Wszyscy są przerażeni, oburzeni, zbulwersowani. Kinematografia również nie pozostaje w tyle.

Obejrzałam niedawno film pt. Siostry Magdalenki. Film nie nowy, bo z roku 2002, wyprodukowany przez Irlandię w kooperacji z Wielką Brytanią. Mówi o katolickim zakonie żeńskim, który był „azylem” dla kobiet. Przed 150-ciu laty w chwili ich otwarcia celem podstawowym była pomoc w rehabilitacji kobiet parających się prostytucją. Zatrudniano je do ciężkiej pracy w pralniach. Z czasem swoją działanością objęto kryminalistki. W nowszych czasach pod „opiekę” sióstr rodzice oddawali swoje „zepsute” córki. Dziewczęta, które urodziły nieślubne dziecko, które były zgwałcone czy poprostu uśmiechały się do chłopca, a czego nie akceptowali. Nie był to wyrok sądowy określający czas pobytu, było to dożywocie bez możliwości odwołania się do kogokolwiek. Pozbawiano je godności, głodzono, bito, wykorzystywano seksualnie… Horror, jak mogło dojść do tego w Europie dwudziestego wieku. Zaglądamy na cudze podwórka, potępiamy Trzeci Świat, oburzamy się, protestujemy, a tu nagle okazuje się, że w niczym nie jesteśmy lepsi. Dzisiaj wszyscy kajają się, przepraszają, ale to nie rozwiązuje problemu, nie uzdrowi psychiki tych kobiet, dzieci, które przez ten koszmar przeszły; to będzie w nich pokutowało przez całe życie.

Jak wyraziłam na wstępie – temat stary, tak było zawsze, tylko się o tym nie mówiło, udawało, panowała mafijna omerta.

Mnie jednak interesuje inny aspekt tej sprawy – gdzie są rodzice tych dziewcząt i dzieci krzywdzonych w podobny sposób, gdzie są ich matki, które rzekomo w obronie swej pociechy gotowe są walczyć jak lwice? Kobieta, przez dziewięć miesięcy nosi to maleństwo pod sercem, cieszy sie na jego przyjście, potem karmi i troszczy się o nie. Chore pielęgnuje, nie przesypia noce czuwając. I wszystko jest dobrze dopóki dziecko rozwija się zgodnie z utartymi przez społeczeństwo kanonami. Dorasta i nagle kobieta odkrywa, że jej dziecko ma zaburzenia hormonalne i jest homoseksulaistą czy lesbijką; wpadło w niewłaściwe otoczenie i jest narkomanem czy alkoholikiem. Podejrzewała wcześniej, ale nie chciała przyjąc tego do wiadomości, nie jej dziecko. Nie zastanawia się nad przyczynami, nie stara się zrozumieć i wesprzeć, wręcz odsuwa je, nie jest już jej. Nie będzie już siedziała nocami i czuwała, bo tych nocy musiałaby poświęcić dużo więcej niż przy grypie, czy innej dziecięcej chorobie. To dziecko jest już skalane, nieczyste. Zgwałcona córka – czarna owca w rodzinie, trzeba ją ukarać, ukryć przed otoczeniem, bo jaki to wstyd. A jeżeli urodzi dziecko? Zgroza, co ludzie powiedzą. Oddaje się dziecko do adopcji wbrew woli tej młodej matki, a ją samą wyklina z rodziny.

To właśnie tacy rodzice, te matki oddawały swoje dzieci do „azylu” Sióstr Magdalenek czy podobnych ośrodków skazując je na dożywocie, bez możliwości powrotu do życia w społeczeństwie. O ucieczce nie było mowy, bo gdzie pójdą, do kogo? Bez zawodu, bez środków do przetrwania… Rodzina ich nie przyjmie, już do niej nie należą.

Winnych ukarano, ale czy wszystkich? Czy pociągnięto rodziców do odpowiedzialności za krzywdę wyrządzoną własnemu dziecku?

„Azyl” Sióstr Magdalenek zakończył swoją działalność w roku 1996, ale o ilu takich miejscach jeszcze nie wiemy?

Plakat filmu "Siostry Magdalenki"

Dodaj komentarz