Literatura

Ambasador Polszczyzny

Świat zmalał, mamy go u stóp, na wyciągnięcie ręki, lecz świat intelektualny kurczy się dramatycznie.

Pociąga to za sobą ubożenie języka. W słowie pisanym pojawiają się skróty, wtręty zapożyczone z angielskiego, coraz trudniej zrozumieć ojczysty język. Po dłużej nieobecności w Polsce mam trudności ze zrozumieniem języka używanego na ulicy, nie rozumiem, o czym ci młodzi ludzie mówią.

Niewiele w tym kierunku czynią wydawcy książek. Namnożyło się wielu tłumaczy. Każdy. Kto zna jakiś język obcy uważa, że ma prawo do tłumaczeń. Stąd na półkach księgarskich dominują wydania z serii Harlequin, kryminały, thrillery, wszystkie opatrzone nagłówkiem bestseller – treść i język tych powieści pozostawiają wiele do życzenia. Oczywiście można wśród nich znaleźć prawdziwe arcydzieła i pasjonaci książek je znajdują. I na tym polu jednak ta nowa technologia bywa pomocna. Czytelnicy mieszkający poza krajem ojczystym i nie tylko, mogą zdobyć poprzez księgarnie internetetowe wszystkie pozycje z kręgu ich zainteresowań. Można też siegać do strony chomikuj.pl, jeżeli książka nie jest obwarowana prawami autorskimi.

Powracając do poprawności, czystości języka – wiele środowisk intelektualnych czyni starania, aby przywrócić piękno naszego języka, ale nadal tych działań jest zbyt mało, albo są zbyt słabo rozpropagowane.

Z bardzo ciekawą inicjatywą i godną naśladownictwa wyszły Katowice. W roku 2008 po raz pierwszy zorganizowano konkurs pod hasłem Ambasador Polszczyzny, którego celem było wyróżnienie literatów posługujących się językiem polskim w sposób najlepszy, są pozytywnymi wzorcami. Organizatorami projektu są: Centrum Kultury Katowice, Urząd Miasta Katowice, Senat RP, Urząd Marszałkowski Województwa Śląskiego, Fundacja im. Krystyny Bochenek oraz Rada Języka Polskiego przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk. Tytułem Wielkiego Ambasadora Polszczyzny uhonorowano wówczas Tadeusza Konwickiego.

Tadeusz Konwicki (1926-2015) znany nam jest jako prozaik, scenarzysta i reżyser. Pozostawił po sobie bogaty dorobek literacki, wśród nich Sennik współczesny, Mała Apokalipsa i inne. Był autorem scenariusza do filmu Faraon, wyreżyserował m.in. filmy: Dolina Issy, Ostatni dzień lata, Lawa.

Druga edycja konkursu miała miejsce w roku 2011 i zaszczytny tytuł otrzymała pośmiertnie Krystyna Bochenek (1953-2009), a w 2013 wyróżniono Tadeusza Różewicza (1921-2014).

Tegorocznym laureatem i tytuł Wielkiego Ambasadora Polszczyzna otrzymał pisarz Wiesław Myśliwski (ur. 1932) – za akcentowanie słowa w życiu człowieka. Laureatami zostali również: satyryk Andrzej Poniedzielski – Ambasador Polszczyzny w Mowie, pisarz Andrzej Stasiuk (ur. 1960) – Ambasador Pol-szczyzny w Piśmie, Stefania Buda (ur. 1939) – Ambasador Polszczyzny Regionalnej, etnograf prof. Daniel Kadłubiec (1937) – Ambasador Polszczyzny poza Granicami Kraju oraz Beata Kołodziej – Ambasador Polszczyzny Literatury Dziecięcej i Młodzieżowej.

Wręczenie nagród w postaci statuetki i gratyfikacji finansowej odbyło się 11 października br.

Z całym szacunkiem dla zwycięzców konkursu, z pełnym podziwem dla ich twórczości zastanawiająca jest jednak wzmianka organizatorów, iż „Rada Języka Polskiego w 2015 r. nie wyłoniła laureata tytułu Młodego Ambasadora Polszczyzny”.

Nasuwa się pytanie jakie parametry wiekowe brane są pod uwagę przy określeniu Młodego Ambasadora, ponadto jakimi kryteriami w ogóle kieruje się komisja decydująca o przyznaniu tego tytułu? Jakie warunki należy spełnić, aby autor został dostrzeżony i doceniony? Na te pytania nie znajduje się odpowiedzi na stronach poświęconych konkursowi.

Przykładowo Tomasz Kaczmarek, czterdziestolatek, absolwent polinistyki z Lublina piszący bardzo ciekawe dramaty używa wspaniałego języka polskiego.

Język polski ulegał i nadal ulega przemianom, stałym wpływom i to już od stuleci. Wiele słów dzisiaj znajdujących się w słownikach poprawnej polszczyzny mają obce korzenie, o czym wiedzą tylko wąskie kręgi ludzi tym tematem zajmujących się. Przeciętny czytelnik nie wie, że przykładowo słowo kajdany jest pochodzenia arabskiego (kajdāni) i przywędrowało do nas w XVI w. przez Ukrainę. Melchior Wańkowicz w jednej ze swoich książek napisał, że czysto polskim słowem jest tylko jedno – korowaj. Takich faktów przytoczyć można wiele.

Zmieniają się również gusty, upodobania i zapatrywania. Niegdyś zachwycał styl i tematyka powieści H. Sienkiewicza, dzisiaj mało kto sięga do tej lektury. Dzisiaj za swoją twórczość nagrody Nobla otrzymują tacy autorzy jak Gabriel Garcia Marquez czy Maria Vargas Lloza.  Ostatnio pojawił się na rynku Charles Bukowski. Ich książki, dla niektórych kontrowersyjne, mają miliony czytelników na świecie. Jakże ich powieści odbiegają od przyjętych standardów polskich. Wśród polskich autorów, z przykrością, nie znajduję nic tak przyciągającego uwagę, może jedynie w dziedzinie literatury faktu.

Czy wśród młodego, polskiego pokolenia, piszącego na tematy bliższe zainteresowaniom współczesnego czytelnika nie ma nikogo kto by zasługiwał na to wyróżnienie? Jestem przekonana, że są, ale brak im wyspecjazowanych agentów. Człowieka, który uwierzyłby w danego pisarza, przekonał wydawcę do wydania i wraz z wydawcą zorganizował szeroko zakrojoną akcję promocyjną organizując spotkania z autorem w różnych miastach i miasteczkach, wywiady w prasie i telewizji, co pomoże młodemu autorowi zaistnieć na rynku. Z drugiej strony wiele ludzi poznając osobiście pisarza, mając jeszcze możliwość uzyskania jego autografu, kupią książkę i zwiększy się liczba czytelników, a jak wiemy – czytamy mało, średnio pół książki w roku.

La Ciociara

Biorąc do ręki książkę, będąca tłumaczeniem z języka obcego, zapoznaję się z oryginalnym tytułem i zastanawiam się, dlaczego – bardzo często – tlumacz nadaje własny tytul. Wiadomym mi jest, iż jest to temat stale dyskutowany, opinie są podzielone, jednakże w moim odczuciu autor miał swój okreslony cel, swoją wizję, aby taki, a nie inny nadać tytuł powieści i należy to uszanować.  Czytelnik, zakładam, sięgając po powieść danego autora zna jego twórczość lub zapoznał się z nią, zanim zagłębił się w lekturze.

Stęskniona dobrej lektury przeglądałam nowości wydawnicze i nie znajduję niczego co by mnie zafascynowało. Książki opatrzone słowem bestseller, to w przeważającej części romanse, thriller-y lub science fictione. Cofnęłam się więc do starych, sprawdzonych nazwisk. I tak wpadła mi w rękę książka Alberto Moravia Matka i córka.

Alberto Moravia (Alberto Pincherelle, 1907 – 1990) uznany jest za najwybitniejszego, włoskiego pisarza XX wieku, cieszący się sławą światową w swoich książkach poddawał bohaterów psychologicznej analizie na tle realistycznie opisywanego społeczeństwa. Utwory o problematyce moralnej, często silnie nasycone erotyzmem, ukazują odarty z ubarwień wizerunek włoskiego mieszczaństwa.

Matka i córka, powieść napisana jest specyficznym stylem narracji – pierwszoosobowych opisów i rozważań tytułowej Matki. Jest to opowieść chłopki wydanej w wieku piętnastu lat za mąż, za dużo starszego właściciela sklepu w Rzymie, potem wcześnie owdowiałej i żyjącej samej, tylko z pełnoletnią córką. Akcja książki toczy w środkowych Włoszech, w połowie drogi pomiędzy Anzio[1] a Cassino[2] w latach drugiej wojny światowej, a głównie jest to dziewięć miesięcy życia bohaterki, ostatnich przed wyzwoleniem spod okupacji faszystowskiej i pierwsze dni wolności.

Znana nam jest tragedia tych lat, ale jedynie z naszego podwórka. Nie porównuje tego z sytuacją we Włoszech, była inna. Autor w swej powieści przybliża nam inną tragedię tego czasu, nam znaną jedynie od strony batalistycznej w Anzio czy walki pod Monte Cassino.

Chłopi i drobne mieszczaństwo włoskie poznało faszyzm dużo wcześniej od Polaków, bo od początków lat dwudziestych za sprawą Mussoliniego. Społeczenstwo włoskie w dużej części nie było zainteresowane ideologią, polityką. Jako naród bardzo ubogi, niejednokrotnie głodujący zaakceptował każdego, kto dał mu chleb. Tak przyjęto Mussoliniego, potem Hitlera i z taką nadzieją patrzono na zbliżające się wojska alianckie.

Ciociara, rejon środkowych Włoch, górzysty, niedostępny, z poletkami wydzieranymi z trudem lasom i skałom należał do jednego z uboższych. Głód często zaglądał im w oczy. Stamtąd właśnie pochodziła i tam, po ucieczce z Rzymu żyła bohaterka powieści. Ona i jej podobni skutki wojny toczącej się gdzieś daleko, skąd dochodził głos wystrzałów,  odbierali jedynie jako walke o przetrwanie przez kolejny miesiąc, wlkę o chleb dla bliskich. Czekali na wojska alianckie, na Anglików i Amerykanów z myślą, że wreszcie z nimi nadejdzie szansa na normalny handel i skończy się głód. Nie przewidzieli, że wojsko alianckie, poza dowództwem, to zbieranina różnych nacji, kolorów, niejednokrotnie dopuszczających się czynów haniebnych…  Nie tak wyobrażali sobie swoją lepszą przyszłość. Nie dostali oczekiwanego chleba, tylko ból i upokorzenie. Z gromady ludzi, którzy przez długi czas żyli ukryci w górskich dolinach zginęło w ostatnim miesiącu wojny więcej, niż przez cały czas jej trwania i to z rąk kolejnych władz czy ziomków korzystających chaosu, bezprawia, zamieszania, możliwości szybkiego wbogacenia się na nielegalnym handlu.

Alberto Moravia poprzez postać La Ciociary, Matki, ukazał nam realia faszyzmu, wojny jakie miały miejsce na terenie Włoch. Ukazał nam tragedię narodu, który znamy jedynie od strony turystycznej, od wspaniałych zabytków starej kultury i pięknych plaż.

 

[1]  Anzio – miejscowość we Włoszech, miejsce wielkiej operacji desantowej wojsk sprzymierzonych w roku 1944

[2]  Cassino – miasto we Włoszech, ze wzgórzem o które w 1944 wojska alianckie stoczyły ciężkie walki z Niemcami. Był to strategiczny punkt w drodze do oswobodzenia Rzymu. Zwycięstwo ostateczne odniósł, wchodzący w skład wojsk alianckich, II Korpus Wojska Polskiego pod dowództwem gen. Władysława Andersa.

Umberto Eco i Cmentarz w Pradze

Cmentarz w Pradze

Miłośnicy książek zawsze wypatrują na półkach księgarskich nowości ulubionych autorów. Należy do nich m.in. Umberto Eco, autor legendarnej już powieści Imię róży, która ukazała się drukiem w roku 1980 (w Polsce 1987). Po tej powieści, która rozsławiła imię autora napisał kolejne dzieła, jak Wahadło Foulcaulta (1988), Wyspa dnia poprzedniego (1994), Baudolino  (2000) i Tajemniczy płomień królowej Loany (2004). Ponadto ukazało się wiele prac naukowych i eseji.

I oto po dłuższej przerwie jest nowa powieść, Cmentarz w Pradze. Na język polski szybko przetłumaczona, bo już po nie całym roku (w 2011) można ją było zakupić i cieszyć się nową pozycją w domowym księgozbiorze.

Wydawcy prześcigali się w zachwytach, przypisano ją do kategorii powieści kryminalno-szpiegowskich, przyrównywano do twórczości Dana Browna. Powoływano się na słowa autora, że wszystkie postacie, poza głównym bohaterem, są autentyczne. Nic, tylko czytać.

Od pierwszej strony książka bardzo wciąga, ale po stu stronach zaczyna wzbudzać uczucie: i co dalej… Poznajemy szczegóły kuchni włoskiej, francuskiej, wybór restauracji paryskich, skład materiałów wybuchowych, ale nadal nie wiadomo do czego autor zmierza. Oczywiście zrozumiałym jest fakt, że podstawą powieści jest geneza spreparowanych w XIX wieku Protokołów Mędrców Syjonu, które zapoczątkowały europejski antysyjonizm i które to stanowiły dla Hitlera źródło idei zagłady Żydów.  Bohaterem powieści jest Simonini, notariusz, zabójca, cyniczny fałszerz świadczący usługi osobom prywatnym i wywiadom wielu krajów. O rozdwojonej jaźni obsesyjny antysemita, nienawidzący również jezuitów, masonów i.. kobiet.

Umberto Eco wykazał doskonałą znajomość tematu, musiał dotrzeć do wielu oficjalnych i nie oficjalnych źródeł. Postacie występujące w powieści faktycznie są prawdziwe, bardziej lub mniej zaznaczyły się w historii Europy. Powołuje się również na myśli, opinie i stanowiska wielu pisarzy tamtej epoki. Wiele pracy i wysiłku w to włożono, ale powieść nie zachwyca. Od pewnego momentu gubimy się w natłoku postaci i nie wiemy o co konkretnie autorowi chodzi. Nie przerywamy czytania, aczkolwiek wielka ku temu ochota, mając nadzieję, że coś wreszcie zacznie się dziać konkretnego, bo przecież to ceniony, lubiany pisarz. Do końca nie wiadomo co pisarz zamierza nam przekazać.

Od Umberto Eco oczekujemy uczty literackiej, a ta powieść nią nie jest, jest po prostu nudna. Idąc za trendem na powieść kryminalną nawiązującą do wydarzeń historycznych nie podołał zadaniu.  Rezultatem jego zmagań na pewno nie jest to Imię róży, a sztukę pisania powieści historyczno-kryminalno-szpiegowskich lepiej pozostawić Danowi Brownowi, który lepiej zna klimat i prawa jakimi rządzi się tego rodzaju powieść.

Trudno po przeczytaniu książki wyciągnąć głębsze wnioski, czy opisać fabułę która jest bardzo niespójna. Można jedynie podziwiać tych wszystkich, którzy dotrwają do ostatniej strony.

Książka wzbogacona jest ciekawymi ilustracjami pochodzących z archiwum ikonograficznego Umberto Eco.

rycina

Powieść a film

W szkołach średnich często pada temat wypracowania: „Porównanie powieści z jej adaptacją filmową”. Czy młody człowiek, czytający daną powieść, nie znający całej twórczości autora jest w stanie właściwie ją ocenić i wyciągnąć prawidłowe wnioski pozwalające na porównanie z adaptacją filmową? Czy w ogóle można porównać książkę z jej wersją filmową? Książka to jedno, a film to drugie, nawet jeżeli powstał na kanwie powieści.

  Nikos Kazantzakis - Grek Zorba 2 Grek Zorba - kadr z filmu

Miłośnikom książki znana napewno jest powieść Grek Zorba. Nikos Kazandzakis (1885 – 1957), grecki powieściopisarz, poeta, dramaturg, w swojej twórczości umiejętnie łączy własny światopogląd z nowymi koncepcjami moralno- filozoficznymi. Wyraźnym tego przykładem są przemyślenia Alexisa Zorby, głównego bohatera powieści. Zorba to młody duchem sześćdziesięciolatek, człowiek wolny cieszący się każdym przeżytym dniem. Jego niepowtarzalna filozofia życia, jego energia i wrażliwość na otaczający go świat mają niesamowitą głębię. Cieszy go wschód słońca, kwiat wyrosły na kamienistym zboczu góry… Nie szuka szczęścia daleko, dla niego jest ono zawsze blisko, na wyciągnięcie ręki.

Film o tym samym tytule, który wyreżyserował Michael Cacoyannis (1922 – 2011) z inicjatywy Ireny Papas (1926) z Anthonym Quinnem (1915 – 2001) roli w roli Alexisa jest niezaprzeczalnie arcydziełem. Muzyka skomponowana przez Mikisa Theodorakisa (1925) zachwyca do dzisiaj, stała się nowożytnym symbolem greckiej kultury. Do perełek sztuki reżyserskiej należy zaliczyć scenę śmierci Wdowy (Irena Papas), śmierć Madame Hortense (Lila Kedrova, 1918 – 2000) i końcowy, słynny już taniec Zorby z pracodawcą Basilem (Alan Bates, 1934 – 2003).

Film z chęcią ogląda się po raz wtóry, ale nie wszystko zdołał on ująć z osobowości Zorby. Pomimo wielkiego kunsztu aktorskiego Quinna nie zdołano wyrazić całej filozofii, wszystkich przemyśleń bohatera będących sednem powieści, a napisane z taką wrażliwością ręką autora.

Michael Blake - Tanczacy z wilkami  Tanczacy z wilkami - kadr z filmu 2

Podobnie przedstawia się sytuacja z powieścią Michaela Blake’a (1945) Tańczący z wilkami. Akcja rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych  w drugiej połowie XIX wieku. Porucznika armii, Johna Durbana koleje losu zawiodły do placówki na prerii, daleko od cywilizacji. Jest sam z bezkresną przyrodą. Wiele czasu poświęca swoim myślom. Poznaje swoich wrogów z którymi się zaprzyjaźnia, wilka i indian. Zmienia się jego sposób postrzegania pojęcia przyjaźni,  Wszystko co czyni, wypływa z jego wewnętrznego przekonania o słuszności wyboru, z poszanowania godności innych, nie tracąc samemu godności własnej.

Film zrealizowany na podstawie tej książki przez Kevina Costnera (1955) i z nim w roli głównej na pewno należy zaliczyć do bardzo dobrych produkcji. Pomimo jednak świetnej obsady, wspaniałych zdjęć plenerowych nie zdołano oddać całej psychiki i przemiany jaka się dokonała w głównym bohaterze. I znowu pióro pisarza jest zdolne przekazać czytelnikowi o wiele więcej doznań, co nie znaczy, że nie należy adaptować powieści tylko nie są to dzieła porównywalne.

A.J. Quinnell - Najemnik Czlowiek w ogniu - kadr z filmu

Adaptuje się też masowo powieści z dreszczykiem, thrillery. Są one bardzo poczytne, a filmy oparte na nich ściągają masowego widza. Jednym z bardziej poczytnych autorów jest  Anglik, A.J. Quinnell (1940 – 2005). Wydał on cykl powieści pod wspólnym tytułem Najemnik, jak pierwszy tom z tego cyklu.W każdej występują ci samo bohaterowie, różne są akcje. Fabuła typowa dla tego typu książek – bardzo dynamiczna akcja, przyjaźń, porwanie i zemsta. Bohaterami są byli żołnierze Legii Cudzoziemskiej, obecnie najemnicy. Jak w każdym środowisku są dobrzy i źli. Najemnicy Quinnella są bezwzględni, ale mają swoją moralność, swoje zasady, walczą ze złem. Główną postacią jest Creasy, człowiek samotny, zamknięty w sobie. W pierwszym tomie jest ochroniarzem jedenastoletniej dziewczynki, która zostaje porwana i w okrutny sposób zabita. Całość sprowadza się do walki Creasy z przestępcami, którzy tego dokonali. Ale nie to jest najważniejsze w powieści. Autor bardzo skupił się na pojęciu przyjaźni, na przyjaźni do porwanej dziewczynki i przyjaźni do towarzyszy wspólnych walk, bezgranicznym oddaniu ludzi podobnych Creasy’emu, gotowych służyć pomocą w każdej sytuacji, ludzi na których można zawsze liczyć.

Tego nie oddaje film z roku 2004 zatytułowany Człowiek w ogniu, a oparty na powieści QuinnellaRolę Creasy zagrał Denzel Washington (1954). W filmie pozostał z książki tylko jeden problem – ochroniarz, porwana i uratowana dziewczynka, główny bohater ginie. Bardzo też została wyeksponowana wiara w Boga, cytowanie wersetów z Biblii, temat, którego autor w powieści nie porusza, a wręcz przypisuje bohaterowi brak tej wiary. Czyżby to było z inicjatywy Washingtona, znanego z fanatyzmu religijnego? Taki scenariusz mógł powstać samoistnie, nie trzeba było sięgać do książki; kidnaping jest częstym motywem filmów z dreszczykiem.

I tak, jak książka będąca typowym czytadłem na jeden dzień, wciąga czytelnika od pierwszej strony, tak film jest monotonny pomimo dobrej obsady aktorskiej.

Powieść i filmy o scenariuszu opartym na danej książce  – czy można porównywać? To dwa odmienne sposoby oddzialywania na psychikę człowieka, na czytelnika czy widza. Czytelnik odbiera obrazy powieści według swojej wyobraźni, pozwala sobie na własne przemyślenia; widz ma podaną gotową formułę według recepty reżysera. Książka wzbogaca nasz język, język filmu jest raczej uproszczony, sprowadza się do mowy potocznej. Książka ma bogatsze opisy i bardziej rozbudowaną warstwę emocjonalną. Czytając książkę często cofamy się o kilka zdań wstecz starając się lepiej zrozumieć zawarty w nich sens, w filmie oglądamy już następny kadr przechodząc do następnej kwestii. Miłośnicy książek będą ją bronili, film obejrzą z ciekawości jak scenarzysta i reżyser widzą dany problem. Miłośnicy kina postawią na film. Film pozwala poznać literaturę tym wszystkim, którzy rzadko sięgają do książek, jest to niestety uproszczenie. Może jednak po obejrzeniu dobrze zrobionego filmu niektórzy skuszą się na lekturę i poprawią statystyki, które mówią, że Polak czyta pół książki w roku?

Powieść kryminalna

 Agatha Christie-Morderstwo w Orient Expressie Arthur Conan Doyle_Pies Baskervilleow  Ian Fleming-Casino Royale Georges Simenon-Chinskie cienie Joe Alex-Cichym scigalam go lotem Raymond Chandler-Dlugie pozegnanie Mario Puzo-Rodzina Borgiow Marek Krajewski-Rzeki Hadesu

(skrócona wersja artykułu, który ukazał na zamówienie redakcji magazynu FUSUL w Egipcie) 
 

Źródła encyklopedyczne podają, że „powieść kryminalna to gatunek literacki traktujący o zbrodni i metodach jej wykrycia”. Swoją historią sięga starożytności, a na jej kształt wpływ miały: romans łotrzykowski, powieść gotycka, romans zbójecki i powieść tajemnic. Współcześni badacze rozróżniali cztery odmiany powieści kryminalnej: sensacyjno-awanturniczą, detektywistyczną, czarny kryminał amerykański i milicyjna – rozwijająca się wyłącznie w krajach obozu socjalistycznego, posiadająca cechy socrealistycznej powieści tendencyjnej; co uległo zmianie po obaleniu komunizmu.

Wielu pisarzy poświęcało i poświęca nadal czas temu gatunkowi literackiemu z mniejszym lub większym powodzeniem. Do historii tego gatunku literackiego przeszło tylko kilku autorów: Arthur Conan Doyle (1859 – 1930) z niezrównanym Sherlockiem Holmesem, Agatha Christie (1890 – 1976), której powieści przetłumaczono na 45 języków, Ian Fleming (1908 – 1964) z serią o Jamesie Bondzie przeniesioną na ekrany, Raymond Chandler (1888 – 1959) ze znaną powieścią Żegnaj laleczkoGeorges Simenon (1903 – 1989) z nieśmiertelnym komisarzem Maigret, Mario Puzo (1920 – 1999)  rozpracowujący włoskie mafie i jego słynny, zekranizowany Ojciec Chrzestny, Joe Alex – polski autor występujący w powieściach jako detektyw opowiadający własne przygody.

W Polsce powojennej zdaniem Joe Alexa „powieśc kryminalna zawsze była czymś niemal wstydliwym, wydawano ją byle jak, tłumaczyli byle jacy tłumacze z tzw. przymrużeniem oka traktując tego typu powieści za łatwiznę, „zabili go i uciekł”. Czas najwyższy, żeby tej gałęzi literatury światowej stworzyć w Polsce takie miejsce, jakie zajmuje ona w Anglii, USA i w innych krajach. Jest to o tyle ważne, że po zniesieniu cenzury (w końcu lat osiemdziesiątych) powstają w dużych ilościach plugawe pisemka „rozrywkowe”, pławiące się w naturalistycznych opisach zbrodni, porno-przestępstwach i tym wszystkim, co może zwabić tych, dla których literatura piękna jest nieznana lub niedostępna.”

W Polsce czasów socjalistycznych negatywny stosunek władz do literatury rozrywkowej nie sprzyjał rozwojowi tego gatunku. Dopiero w obecnych czasach, a głównie po roku 1989wykształciło się zjawisko, które można określić mianem estetycznej normalizacji. Zrodziła się tęsknota za dobrze zrobionym i nie przeeksperymentowanym „tylko-kryminałem”.

Bardziej pozytywnie zjawisko to ocenia Irek Grin, polski badacz literatury kryminalnej. Uważa on, że „(…) musi upłynąć sporo czasu, by w kraju, w którym upadł reżim totalitarny  pojawiła się lub odrodziła literatura kryminalna inna niż ta pisana na polityczne zamówienie. Oznaki ogromnej mody na rodzimy kryminał we wszystkich właściwie znanych jego odmianach dostrzega się wreszcie w Polsce. Świadczy o tym zarówno różnorodność propozycji wydawniczych, książek sięgających do tradycji political fiction, kryminału wiktoriańskiego, powieści noir, a nawet hard-boiled czy caper story. Świadczy o tym także ogromne zainteresowanie polskich wydawców tego typu literaturą”.

Przeglądając półki księgarskie dostrzegamy, że powstają nowe serie wydawnicze, które bądź to prezentują książki tylko polskich autorów, bądź oferują zagranicznych pisarzy w ramach jednej kolekcji. Oznacza to, że nie tylko jest popyt na taką książkę, ale – co ważniejsze – poprzez rangę wydawcy, specjalizującego się do tej pory tylko w literaturze wysokiej, gatunek zaczyna odzyskiwać należne mu miejsce zarówno w ofercie literackiej, jak i w świadomości czytelniczej.
Jednym z elementów wzrostu popularności kryminału jest ogromny sukces Marka Krajewskiego (ur. 1966)  laureata nagrody za najlepszą polską powieść kryminalną; w 2006 otrzymał prestiżowy „Paszport” tygodnika Polityka i tym samym znalazł dla swej twórczości masowego odbiorcę.
Innym jeszcze elementem podnoszącym znaczenie kryminału i jego recepcji jest zaistnienie autorów uznanych, którzy nigdy wcześniej z tym gatunkiem nie mieli nic wspólnego. Najpopularniejszy polski poeta średniego pokolenia Marcin Świetlicki w roku 2006 wydał thriller „Dwanaście” uznany za wydarzenie literackie roku. Maciej Malicki (1945 – 2013) autor kilku powieści, w żaden sposób z kryminałem niezwiązanych wydał w Polskiej Kolekcji Kryminalnej thriller „Kogo nie znam”.
Rynek książki zaczyna pożądać polskiego kryminału, stawiać przed nim coraz wyższe wymagania i przestaje być literaturą wstydliwą. Należy przy tym pamiętać, że łączenie różnych form polskiego kryminału, wynikające przede wszystkim z braku tradycji takiej literatury, należy postrzegać jako zaletę i kreację nowej szkoły powieści kryminalnej.
Bohaterami we współczesnym polskim kryminale są najczęściej prywatni detektywi. Nie ma jednak nowych propozycji, wiekszość książek sięga do sprawdzonych wzorców literatury światowej. Policjant konstruowany jest wedle wzorców typowych dla łagodnej odmiany whodunit[1], fabuła zorganizowana w stylu powieści sensacyjnej, natomiast główny bohater jest charakterem chandlerowskim. Triumfy zaczyna święcić także modna na całym świecie powieść z kluczem historycznym. W odróżnieniu jednak od sensacji Zachodnich autorów polscy pisarze odtwarzają przede wszystkim klimat przedwojennej Polski.
Najważniejszą cechą polskiego, współczesnego kryminału  jest to, co można nazwać etyką powieści kryminalnej: z jednej strony – sprawiedliwość triumfuje, Dobro zostaje jednoznacznie oddzielone od Zła, odwaga, szlachetność i nieustępliwość w dążeniu do napiętnowania przestępcy zwyciężają cynizm, z drugiej – etyką pisarską, uczciwością pisarza wobec jego Czytelnika.

W odstępach mniej więcej dziesięcioletnich ukazują się na świecie poważne, doskonale udokumentowane prace, obwieszczające nieuchronny zgon klasycznej literatury kryminalnej. Najpierw film, później telewizja, wreszcie rozwój thrillerów i powieści szpiegowskiej powinny były uśmiercić kryminał.
I być może stałoby się tak, gdyby nie czytelnicy. Agatha Christie nadal jest najbardziej poczytnym pisarzem na na świecie. Najwybitniejsze powieści tego gatunku wznawiane są nieustannie w w wielu językach. Staromodny Sherlock Holmes od ponad stu lat święci triumfy, a kiedy pojawia się nowy uzdolniony autor, wydawcy wydzierają go sobie z rąk. Nadal łatwiej jest zdobyć majątek dzięki błyskotliwej analizie faktów prowadzących do odkrycia mordercy, niż spekulując na giełdzie, zarządzając firmą czy handlując bronią. Ktoś zauważył kiedyś, że Agatha Christie jest drugą kobietą po Lukrecji Borgia (1480 – 1519) w dziejach, która dzięki zbrodniom zarobiła miliardy. Z tą małą różnicą, że Lukrecja Borgia musiała wszystkie swoje zbrodnie popełnić, a pani Christie nie popełniła żadnej.

Tak więc gatunek, zwany umownie klasyczną powieścią kryminalną, nadal jest w pełnym rozkwicie i nic nie wskazuje na to, by ludzkość chciała się z nim rozstać.

Ken Wilber – Śmiertelni nieśmiertelni

Ken Wilber

 

…celem pracy nad sobą (…) nie jest pozbycie się fal w oceanie życia,

lecz nauka unoszenia się na nich.

(Ken Wilber – „Śmiertelni nieśmiertelni”)

 

Ken Wilber urodzony w 1949 roku jest współczesnym, amerykańskim filozofem, socjologiem, psychologiem, teoretykiem systemów i pisarzem. Jest twórcą integralnej teorii świadomości, zajmuje się również kulturą, duchowością i mistycyzmem. Uważany jest za twórcę psychologii transpersonalnej.

Wilber żyje zarówno życiem mistyka, jak i uczonego. Nie uważa się za guru, chociaż wielokrotnie tak jest nazywany; sam określa siebie jako panditę – udzielającego duchowych nauk.

Pisarstwem para się od wczesnej młodości, wydał wiele książek. Jedną chyba z najpopularniejszych, najbardziej poczytnych i poruszjących książek Wilbera jest Śmiertelni nieśmiertelni obejmująca pięć lat życia autora i jego żony, życia w „miłości, cierpieniu, umieraniu i wyzwoleniu”. Pięć lat, które w całości poświęcił opiece fizycznej i duchowej żonie śmiertelnie chorej na raka.

Pierwszy raz czytałam tę książkę w czasie, kiedy przeżywałam tragedię choroby nowotworej bliskiej mi osoby. Sama, przytłoczona okrutną rzeczywistością, nie do końca byłam w stanie zagłębić się w nią. Czytałam wybiórczo, skupiając się głównie na samej walce z chorobą, pomijając jej psychologiczno filozoficzne aspekty. Autor napisał ją w sposób na to pozwalający, co sam w przedmowie podkreśla. Po kilku latach, pogodzona z nieodwracalnymi faktami jakie miały miejsce w moim życiu, sięgnęłam po nią powtórnie.

Od przeżyć opisanych przez autora dzieliło mnie ćwierć wieku, czas jaki – w moim mniemaniu – winien w medycynie zaznaczyć się dużym postępem w walce z rakiem. Ale tak wcale nie jest. Opisywane sposoby leczenia, medycyna konwencjonalna, niekonwencjonalna, do dzisiaj nie wiele uległo zmianie. Nowe leki, bardziej doskonała i precyzyjna radioterapia, nadal dyskusyjna skuteczność i celowość chemioterapii; a rak nieubłaganie zbiera swoje bogate żniwo.

Książka, prócz suchych faktów opisu przebiegu choroby i jej leczenia, zawiera głębokie przemyślenia folozoficzne napisane językiem przystępnym, zrozumiałym nawet dla laika. W tę piękną opowieść Wilber potrafił wpleść objaśnienia i komentarze do wielkich tradycji duchowych, od chrześcijaństwa począwszy, a na buddyzmie skończywszy. Prowadzi rozważania o istocie medytacji, o związkach psychoterapii i duchowości oraz o naturze zdrowia i umiejętności uzdrawiania. Autor przeprowadza czytelnika przez wszystkie skomplikowane procesy zachodzące w człowieku w miarę upływu czasu i postępów choroby. Jest to stiudium pokory wobec natury i czasu, próba ,,oswojenia” się ze śmiercią zarówno przez osobę dotkniętą chorobą, jak i jej nabliższych. Uczy nas godzenia się z przeciwnościami.

W obliczu cierpienia człowiek poszukuje ukojenia, nadziei, ale potrzebuje również silnego, bezgranicznego wsparcia drugiej, bliskiej mu osoby. I jest ono nie mniej ważne w walce z chorobą, wspomaga działania lekarzy. Pamiętam, jak po jednym z kryzysów dziękowałyśmy lekarzowi, powiedział nam wówczas: „Myśmy zrobili tylko to co mogliśmy, połowę, druga połowa to wasze starania, wasza obecność i wsparcie „.

Potwierdzenie tego znalazłam w książce Wilbera…

 

okladka ksiazki

 

 

 

Dodaj komentarz