Ambasador polszczyzny

Posted: 19 grudnia, 2015 in Literatura

Świat zmalał, mamy go u stóp, na wyciągnięcie ręki, lecz świat intelektualny kurczy się dramatycznie.

Pociąga to za sobą ubożenie języka. W słowie pisanym pojawiają się skróty, wtręty zapożyczone z angielskiego, coraz trudniej zrozumieć ojczysty język. Po dłużej nieobecności w Polsce mam trudności ze zrozumieniem języka używanego na ulicy, nie rozumiem, o czym ci młodzi ludzie mówią.

Niewiele w tym kierunku czynią wydawcy książek. Namnożyło się wielu tłumaczy. Każdy. Kto zna jakiś język obcy uważa, że ma prawo do tłumaczeń. Stąd na półkach księgarskich dominują wydania z serii Harlequin, kryminały, thrillery, wszystkie opatrzone nagłówkiem bestseller – treść i język tych powieści pozostawiają wiele do życzenia. Oczywiście można wśród nich znaleźć prawdziwe arcydzieła i pasjonaci książek je znajdują. I na tym polu jednak ta nowa technologia bywa pomocna. Czytelnicy mieszkający poza krajem ojczystym i nie tylko, mogą zdobyć poprzez księgarnie internetetowe wszystkie pozycje z kręgu ich zainteresowań. Można też siegać do strony chomikuj.pl, jeżeli książka nie jest obwarowana prawami autorskimi.

Powracając do poprawności, czystości języka – wiele środowisk intelektualnych czyni starania, aby przywrócić piękno naszego języka, ale nadal tych działań jest zbyt mało, albo są zbyt słabo rozpropagowane.

Z bardzo ciekawą inicjatywą i godną naśladownictwa wyszły Katowice. W roku 2008 po raz pierwszy zorganizowano konkurs pod hasłem Ambasador Polszczyzny, którego celem było wyróżnienie literatów posługujących się językiem polskim w sposób najlepszy, są pozytywnymi wzorcami. Organizatorami projektu są: Centrum Kultury Katowice, Urząd Miasta Katowice, Senat RP, Urząd Marszałkowski Województwa Śląskiego, Fundacja im. Krystyny Bochenek oraz Rada Języka Polskiego przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk. Tytułem Wielkiego Ambasadora Polszczyzny uhonorowano wówczas Tadeusza Konwickiego.

Tadeusz Konwicki (1926-2015) znany nam jest jako prozaik, scenarzysta i reżyser. Pozostawił po sobie bogaty dorobek literacki, wśród nich Sennik współczesny, Mała Apokalipsa i inne. Był autorem scenariusza do filmu Faraon, wyreżyserował m.in. filmy: Dolina Issy, Ostatni dzień lata, Lawa.

Druga edycja konkursu miała miejsce w roku 2011 i zaszczytny tytuł otrzymała pośmiertnie Krystyna Bochenek (1953-2009), a w 2013 wyróżniono Tadeusza Różewicza (1921-2014).

Tegorocznym laureatem i tytuł Wielkiego Ambasadora Polszczyzna otrzymał pisarz Wiesław Myśliwski (ur. 1932) – za akcentowanie słowa w życiu człowieka. Laureatami zostali również: satyryk Andrzej Poniedzielski – Ambasador Polszczyzny w Mowie, pisarz Andrzej Stasiuk (ur. 1960) – Ambasador Pol-szczyzny w Piśmie, Stefania Buda (ur. 1939) – Ambasador Polszczyzny Regionalnej, etnograf prof. Daniel Kadłubiec (1937) – Ambasador Polszczyzny poza Granicami Kraju oraz Beata Kołodziej – Ambasador Polszczyzny Literatury Dziecięcej i Młodzieżowej.

Wręczenie nagród w postaci statuetki i gratyfikacji finansowej odbyło się 11 października br.

Z całym szacunkiem dla zwycięzców konkursu, z pełnym podziwem dla ich twórczości zastanawiająca jest jednak wzmianka organizatorów, iż „Rada Języka Polskiego w 2015 r. nie wyłoniła laureata tytułu Młodego Ambasadora Polszczyzny”.

Nasuwa się pytanie jakie parametry wiekowe brane są pod uwagę przy określeniu Młodego Ambasadora, ponadto jakimi kryteriami w ogóle kieruje się komisja decydująca o przyznaniu tego tytułu? Jakie warunki należy spełnić, aby autor został dostrzeżony i doceniony? Na te pytania nie znajduje się odpowiedzi na stronach poświęconych konkursowi.

Przykładowo Tomasz Kaczmarek, czterdziestolatek, absolwent polinistyki z Lublina piszący bardzo ciekawe dramaty używa wspaniałego języka polskiego.

Język polski ulegał i nadal ulega przemianom, stałym wpływom i to już od stuleci. Wiele słów dzisiaj znajdujących się w słownikach poprawnej polszczyzny mają obce korzenie, o czym wiedzą tylko wąskie kręgi ludzi tym tematem zajmujących się. Przeciętny czytelnik nie wie, że przykładowo słowo kajdany jest pochodzenia arabskiego (kajdāni) i przywędrowało do nas w XVI w. przez Ukrainę. Melchior Wańkowicz w jednej ze swoich książek napisał, że czysto polskim słowem jest tylko jedno – korowaj. Takich faktów przytoczyć można wiele.

Zmieniają się również gusty, upodobania i zapatrywania. Niegdyś zachwycał styl i tematyka powieści H. Sienkiewicza, dzisiaj mało kto sięga do tej lektury. Dzisiaj za swoją twórczość nagrody Nobla otrzymują tacy autorzy jak Gabriel Garcia Marquez czy Maria Vargas Lloza.  Ostatnio pojawił się na rynku Charles Bukowski. Ich książki, dla niektórych kontrowersyjne, mają miliony czytelników na świecie. Jakże ich powieści odbiegają od przyjętych standardów polskich. Wśród polskich autorów, z przykrością, nie znajduję nic tak przyciągającego uwagę, może jedynie w dziedzinie literatury faktu.

Czy wśród młodego, polskiego pokolenia, piszącego na tematy bliższe zainteresowaniom współczesnego czytelnika nie ma nikogo kto by zasługiwał na to wyróżnienie? Jestem przekonana, że są, ale brak im wyspecjalizowanych agentów. Człowieka, który uwierzyłby w danego pisarza, przekonał wydawcę do wydania i wraz z wydawcą zorganizował szeroko zakrojoną akcję promocyjną organizując spotkania z autorem w różnych miastach i miasteczkach, wywiady w prasie i telewizji, co pomoże młodemu autorowi zaistnieć na rynku. Z drugiej strony wiele ludzi poznając osobiście pisarza, mając jeszcze możliwość uzyskania jego autografu, kupią książkę i zwiększy się liczba czytelników, a jak wiemy – czytamy mało, średnio pół książki w roku.

Pomylona tożsamość

Posted: 17 lipca, 2015 in Rozne

Pomylona tozsamosc

 

„Pomylona tożsamość” to tytuł książki opracowanej przez Tabb Mark we współpracy z dwoma rodzinami amerykańskimi. Całość oparta na autentycznych wydarzeniach.

W roku 2006 miał miejsce tragiczny wypadek w którym w jednej  z rodzin, zginęła osiemnastoletnia córka. W innej rodzinie córka została ciężko ranna. Obie rodziny przeżywały tragedię. Jedna opłakiwała zgon, druga przesiadywała u boku rannej będącej w śpiączce. Cała sytuacja, przeżycia, wspomnienia przepojone są silną wiarą w Boga. Mnóstwo modlitw. Obie rodziny pogodzone z losem uznały, że taka była wola Najwyższego.

Nie zamierzam zastanawiać się nad ślepą wiarą tych ludzi, aczkolwiek uważam iż miała ona wpływ na dalszy rozwój wypadków. Szokiem była dla mnie ich naiwność, niewiedza, prymitywizm… Nie znajduję właściwych słów, wykracza to poza mój sposób rozumowania.

Po pięciu tygodniach od wypadku okazuje się, że pomylono tożsamości dziewcząt. Obie jasne blondynki i o prawie tym  samym kolorze oczu. Na zdjęciach umieszczonych w internecie możnaby na siłę doszukać się podobieństwa.  Jak mogło dojść do takiej karygodnej pomyłki.

Matka, „niby” zmarłej córki, dowiaduje się telefonicznie o tragedii jako pierwsza w rodzinie. Wraz z drugą córką udają się do szpitala, gdzie przebywają inni ranni z tego samego wypadku. Zadaje tylko jedno pytanie: czy czegoś od niej potrzebują. Dyżurna pielęgnierka informuje, że koroner nie potrzebuje już nic, gdyż ciało zostało zidentyfikowane w oparciu o znalezione przy niej prawo jazdy. Jeżeli jednak matka wyraża chęć, to może zaprowadzić ją do kostnicy. Matka nie wyraża takiej chęci, uznając że chce mieć na zawsze obraz córki żywej, uśmiechniętej.  Ojciec rodziny, pastor, nie obecny w tym czasie aprobuje decyzję żony. Podobną opinie wyraża siostra zmarłej i jej narzeczony. Koroner zorganizował transport ciała do miejsca zamieszkania rodziny. Odbył się pogrzeb, opłakano córkę. Zdziwiła mnie nieco reakcja tej rodziny pierwszego dnia. Skupuli się na rejestrowaniu nazwisk osób, które dzwoniły z kondolencjami, na robieniu listy kogo należy powiadomić o tragedii, dziękowali Bogu za tyle dowodów pamięci i deklarowanych modlitw.

Druga rodzina pełni dyżury w szpitalu przy rannej. Dziewczyna ma posiniaczoną twarz, opuchniętą – brak okaleczeń, gips na ręce i nodze, kołnierz ortopedyczny i mnóstwo podłączonych rurek. W jednym momencie coś sygnalizowało o pomyłce. Przekazana rodzinie odzież zdjęta z rannej budziła wątpliwości. Uznano jednak, że pożyczyła od koleżanki, co miała w zwyczaju robić. Zaskoczeniem był również ślad po kolczyku przy pępku, co wytłumaczono sobie, że zrobiła to w tajemnicy.

Matka siedzi przy córce przez pięć tygodni, wznosi modły do Boga, wyśpiewuje psalmy, czyta Biblię i nic jej nie sugeruje, że to nie jej córka. Wątpliwości mają jedynie przyjaciele. Rodzeństwo zakłada stronę internetową informującą o przebiegu leczenia i proszą wszystkich o modlitwę.

Obie rodziny wykształcone, ukończyły wyższe studia.To wszystko brzmi absurdalnie, ale to się wydarzyło.

Po czterech tygodniach zaczynają pojawiać się wątpliwości. Dziewczyna wyszła ze śpiączki, twarz normalna, oczy zamknięte, ale nadal nie miała kontaktu z otoczeniem, co jest normalne przy treumatycznym urazie mózgu. Zaczęła wypowiadać pojedyńcze słowa. Były nielogiczne, nie pasowały do rodziny która się nią opiekowała. Wymawiała obce imiona, przywoływała swojego ojca, obecnego przy niej odrzucała. Terapeutka tłumaczyła, że w jej sytuacji to jest rzeczą normalną. Pierwsze wątpliwości zaczęła mieć jej „siostra”, potem dołączył „ojciec”. Zrobiono identyfikację stomatologiczną, która ujawniła pomyłkę tożsamości.

Reakcja obu rodzin jest również zastanawiająca. Przeżywają nowy ból, nowe radości. Nie winią za to nikogo, sami się o nic nie obwiniają. Wszystko stało się zgodnie z wolą Boga, który tą drogą ich doświadczał, poddawał ich wiarę próbie.

Dotychczas nie słyszałam, żeby matka nie chciała po raz ostatni spojrzeć na swoje dziecko, być pewną, że odeszło. W czasie wojny zginęło wiele córek i synów. Matki jednak nie przestawały czekać, nigdy z faktem śmierci nie pogodziły się. Szukały, chodziły od miejsca do miejsca, gdzie dokonywano ekshumacji tymczasowych miejsc pochówku. Musiały sprawdzić, czy może jej dziecko tam jest. Przeżycia z tym związane były ciężkie, a jednak się nie poddawały. Jak to jest możliwe, aby w XXI wieku rodzic przyjął telefoniczną informację o śmierci dziecka i nie chciał znaleźć potwierdzenia tego? Jak koroner może zidentyfikować zmarłą osobę tylko w oparciu o rzeczy, które na miejscu wypadku leżały w pobliżu danej osoby.

A druga strona? Czy możliwym jest, aby matka nie rozpoznala swojego dziecka, którym opiekuje się przez osiemnaście lat. Matka jako jedyna ma zdolność rozróżniana swoich dzieci bliźniaków. Nie pomyli się. Jak można pomylić własną córkę z obcą osobą, nawet jeżeli istnieje między nimi podobieństwo?  Od chwili narodzin naszej pociechy oglądamy każdy kawałek jego ciała, znamy każdy grymas twarzy, reakcje, przyzwyczajenia.

Winę za to ponoszą wszyscy, od policji zaczynając, przez personel medyczny, terapeutów na obu rodzinach kończąc. Nikt jednak nie wniósł żadnej skargi, nie było żadnego pozwu. Obie rodziny zaprzyjaźniły się i nawet wystąpiły w „The Oprah Winfrey show”.

To są Amerykanie XXI wieku, nowego tysiąclecia obfitującego w ekskluzywne szkoły, najnowsze technologie, wszystko co najlepsze… Tym karmią cały świat, a własne społeczeństwo trzymają w głębokiej niewiedzy, śmiem powiedzieć – w religijnym zaślepieniu, prymitywiźmie.  Czym to się różni od pogardzanego Trzeciego Swiata?…

La Ciociara

Posted: 23 kwietnia, 2015 in Literatura

Biorąc do ręki książkę, będąca tłumaczeniem z języka obcego, zapoznaję się z oryginalnym tytułem i zastanawiam się, dlaczego – bardzo często – tlumacz nadaje własny tytul. Wiadomym mi jest, iż jest to temat stale dyskutowany, opinie są podzielone, jednakże w moim odczuciu autor miał swój okreslony cel, swoją wizję, aby taki, a nie inny nadać tytuł powieści i należy to uszanować.  Czytelnik, zakładam, sięgając po powieść danego autora zna jego twórczość lub zapoznał się z nią, zanim zagłębił się w lekturze.

Stęskniona dobrej lektury przeglądałam nowości wydawnicze i nie znajduję niczego co by mnie zafascynowało. Książki opatrzone słowem bestseller, to w przeważającej części romanse, thriller-y lub science fictione. Cofnęłam się więc do starych, sprawdzonych nazwisk. I tak wpadła mi w rękę książka Alberto Moravia Matka i córka.

Alberto Moravia (Alberto Pincherelle, 1907 – 1990) uznany jest za najwybitniejszego, włoskiego pisarza XX wieku, cieszący się sławą światową w swoich książkach poddawał bohaterów psychologicznej analizie na tle realistycznie opisywanego społeczeństwa. Utwory o problematyce moralnej, często silnie nasycone erotyzmem, ukazują odarty z ubarwień wizerunek włoskiego mieszczaństwa.

Matka i córka, powieść napisana jest specyficznym stylem narracji – pierwszoosobowych opisów i rozważań tytułowej Matki. Jest to opowieść chłopki wydanej w wieku piętnastu lat za mąż, za dużo starszego właściciela sklepu w Rzymie, potem wcześnie owdowiałej i żyjącej samej, tylko z pełnoletnią córką. Akcja książki toczy w środkowych Włoszech, w połowie drogi pomiędzy Anzio[1] a Cassino[2] w latach drugiej wojny światowej, a głównie jest to dziewięć miesięcy życia bohaterki, ostatnich przed wyzwoleniem spod okupacji faszystowskiej i pierwsze dni wolności.

Znana nam jest tragedia tych lat, ale jedynie z naszego podwórka. Nie porównuje tego z sytuacją we Włoszech, była inna. Autor w swej powieści przybliża nam inną tragedię tego czasu, nam znaną jedynie od strony batalistycznej w Anzio czy walki pod Monte Cassino.

Chłopi i drobne mieszczaństwo włoskie poznało faszyzm dużo wcześniej od Polaków, bo od początków lat dwudziestych za sprawą Mussoliniego. Społeczenstwo włoskie w dużej części nie było zainteresowane ideologią, polityką. Jako naród bardzo ubogi, niejednokrotnie głodujący zaakceptował każdego, kto dał mu chleb. Tak przyjęto Mussoliniego, potem Hitlera i z taką nadzieją patrzono na zbliżające się wojska alianckie.

Ciociara, rejon środkowych Włoch, górzysty, niedostępny, z poletkami wydzieranymi z trudem lasom i skałom należał do jednego z uboższych. Głód często zaglądał im w oczy. Stamtąd właśnie pochodziła i tam, po ucieczce z Rzymu żyła bohaterka powieści. Ona i jej podobni skutki wojny toczącej się gdzieś daleko, skąd dochodził głos wystrzałów,  odbierali jedynie jako walke o przetrwanie przez kolejny miesiąc, wlkę o chleb dla bliskich. Czekali na wojska alianckie, na Anglików i Amerykanów z myślą, że wreszcie z nimi nadejdzie szansa na normalny handel i skończy się głód. Nie przewidzieli, że wojsko alianckie, poza dowództwem, to zbieranina różnych nacji, kolorów, niejednokrotnie dopuszczających się czynów haniebnych…  Nie tak wyobrażali sobie swoją lepszą przyszłość. Nie dostali oczekiwanego chleba, tylko ból i upokorzenie. Z gromady ludzi, którzy przez długi czas żyli ukryci w górskich dolinach zginęło w ostatnim miesiącu wojny więcej, niż przez cały czas jej trwania i to z rąk kolejnych władz czy ziomków korzystających chaosu, bezprawia, zamieszania, możliwości szybkiego wbogacenia się na nielegalnym handlu.

Alberto Moravia poprzez postać La Ciociary, Matki, ukazał nam realia faszyzmu, wojny jakie miały miejsce na terenie Włoch. Ukazał nam tragedię narodu, który znamy jedynie od strony turystycznej, od wspaniałych zabytków starej kultury i pięknych plaż.

 

[1]  Anzio – miejscowość we Włoszech, miejsce wielkiej operacji desantowej wojsk sprzymierzonych w roku 1944

[2]  Cassino – miasto we Włoszech, ze wzgórzem o które w 1944 wojska alianckie stoczyły ciężkie walki z Niemcami. Był to strategiczny punkt w drodze do oswobodzenia Rzymu. Zwycięstwo ostateczne odniósł, wchodzący w skład wojsk alianckich, II Korpus Wojska Polskiego pod dowództwem gen. Władysława Andersa.

Anielsko nienaganna tyrania

Posted: 22 lutego, 2015 in Rozne

Poniżej pozwalam sobie zacytować maleńki fragment z książki Davida Herberta Lawrence. Jest to spostrzeżenie dokonane przez mężczyznę. Ja pozostawiam je bez komentarza.

„Był pozbawiony tego czystego, niezmaterializowanego chłodu, z którym niepostrzeżenie, cal po calu, podpełza coraz bliżej upatrzonego celu i powoli, pierścieniami swej ukrytej woli oplata ofiarę. Takie to subtelne, nienawistne, a jednocześnie jakoś dziwnie nieskazitelne. Wszystko co robił wydawało się czyste, jasne i nienaganne. To było takie okropne. Ta jego nienagannie szlachetna wola, która w końcu ujarzmi ją i unicestwi. Tak, po pewnym czasie stanie się bezdusznym automatem, całkowicie zależnym od jego woli, myślącym tak jak on jej podyktuje i kierującym się tylko takimi uczuciami, jakie on pozwoli jej ujawnić. A przez cały ten czas zachowa pozory wyzutego z egoizmu, wyrozumiałego, skromnego mężczyznę o nienagannych manierach. Pozostawi jej na pozór całkowitą swobodę. Z jego ust nie padnie żaden rozkaz, nigdy nie powie: Musisz! Nie wolno ci! Nie pozwolę ci na to! – o nie, nigdy, przenigdy! Pozornie zawsze i w każdej sytuacji pozostawi jej wolny wybór. I przez cały czas niepostrzeżenie będzie ją okradał z wszelkich możliwości decyzji, aby zawsze musiała wybierać to, co jemu odpowiada.

Anielsko nienaganna tyrania, (…) ta cicha, pozornie nieposzlakowana tyrania duchowa.”

Spotkania emerytek

Posted: 27 stycznia, 2015 in Galeria

01 02 03 04 05 06

Kino PIONIER

Posted: 29 października, 2014 in Kultura i Sztuka

 Zabytkowa kamienica z kinem

Szczecin, dzisiaj polskie miasto, miało na przestrzeni dziejów burzliwą historię. Będąc miastem o strategicznym położeniu – niedaleko Morza Bałtyckiego, nad rzeką Odrą – wzbudzało zainteresowanie sąsiednich plemion, później państw. W swoich 1800 letnich dziejach było miastem polskim, niemieckim, szwedzkim, duńskim, francuskim i również wolnym miastem. W czasie II wojny światowej zostało dotkliwie zniszczone dywanowymi, bombowymi nalotami armii alianckiej. Zniszczeniu uległo 70% zabudowań, a urządzenia przemysłowe w 90-ciu procentach. Zachowały się nieliczne zabytki oraz secesyjne kamienice w samym centrum miasta.

W jednej z nich, przy ulicy Wojska Polskiego 2 (dawniej Falkenwalder Straße 2) mieściło sie małe kino. Założył je w roku 1907 Otto Blauert, później odkupuł je Albert Pietzke. Przez pierwsze  dwa lata wyświetlano w nim filmy krótkometrażowe, a oficjalnego otwarcia kina dokonano 26 września 1909. Do roku 1939 działało pod nazwą Helios, aczkolwiek prawdopodobnie zmiało nazwę kilkakrotnie. Prawdziwość tych dat potwierdza książka adresowa z roku 1908 oraz znalezione dokumenty mówiące o urczystości jaka się tam odbyła w roku 1943 z okazji 36. urodzin kina.

Z chwila wybuchu wojny nazwę zmieniono na Welt-Theater  i przetrwała ona do końca wojny.

W 1945 roku, po wkroczeniu do Szczecina armii radzieckiej i przekazaniu miasta władzy polskiej kino otrzymało nową nazwę Odra. Po pięciu latach zmieniono na Pionier[1] i tak pozostaje do dzisiaj.

Pierwszym filmem wyświetlonym już w polskim kinie był Iwan Groźny w reżyserii  Sergieja Eisensteina. W niedziele, w godzinach porannych zawsze wyświetlano filmy dla dzieci i tę tradycję zachowano przez wszystkie późniejsze lata. Były to tzw. Poranki, na które dzieci bardzo chętnie chodziły z rodzicami.

Dzisiaj kino Pionier przejęte przez dwóch panów – Jerzy Miśkiewicz i Wacław Szewczyk  – jest odrestaurowane, posiada dwie sale kinowe. Sala główna, większa i tradycyjna w wystroju, kultywująca stare tradycje i druga w podziemiach kina, bardziej kameralna utrzymana w stylu retro i nazwana Kiniarnia. Tam, przy stolikach, przy kawie czy herbacie można oglądać filmy wyświetlane ze starego projektora.

Dzięki wieloletnim staraniom obu panów w roku 2005 kino Pionier zostało wpisane do księgi Guinnessa’a nadając mu tytuł najstarszego nieprzerwanie działającego kina na świecie. Poprzednio tytuł ten przysługiwał działającemu od 1908 roku Korsør Biograf Teater w duńskim mieście Korsør

sala glowna   kamienica z kinem dzisiaj   Kiniarnia

[1] Polityczna organizacja skupiająca dzieci w Zwiazku Radzieckim. Celem jej było wychowanie w ideach kominizmu.

Piekło

Posted: 22 października, 2014 in Rozne

Michal Aniol - Sad ostateczny  Pieklo - szczegol z fresku w sredniowiecznym kosciele sw Mikolaja, Bulgaria    Prorok Muhammad odwiedza pieklo i obserwuje bezwstydne kobiety skazane na meki za wystawienie ich wlosow na widok obcych. Persja, XV wiek  William-Adolphe Bouguereau 1825-1905 - Dante i Virgil w piekle1850

 

Od dziecka straszeni jesteśmy piekłem, jeżeli nie będziemy postępować zgodnie z kanonami religii, społecznymi, jeżeli poprostu będziemy „niegrzeczni”. Nikt jednak z nas tak na prawdę nie wie co to jest piekło i gdzie ono jest.

Według pierwotnych czy starożytnych wierzeń piekło znajdowało sie pod ziemią. Cierpienia, jakie tam doznawano nie wiele różniły się od cierpień nękających rodzaj ludzki za życia: głód, pragnienie, tortury, niewola, ból, męki…

Kolejne, bliższe naszym czasom religie podobnie interpretują pojęcie piekła. W Judaiźmie obok miejsca, gdzie przebywają wszyscy zmarli (szeol) wydzielona jest część dla potępionych za grzechy dokonane za życia. Miejsce to nazywa się gehenna.

W Chrześcijaństwie piekło jest szeroko omawiane  zarówno w Starym, jak i Nowym Testamencie. Interpretacje, w zależności od wyznań, nieco się różnią, jednak podstawowo jest to miejsce, gdzie przebywają potępieni aniołowie i ludzie pozbawieni daru oglądania Boga. Poddawani są oni torturom, wszelkim cierpieniom, paleni wiecznym ogniem.

Podobnie piekło interpretują muzułmanie z tą jednak różnicą, że nie wierzący pozostaną w tym ogniu na wieki, a wyznawcy Islamu, którzy znaleźli się tam za popełnione grzechy mają szansę po czasie być przyjętymi do raju.

W Buddyźmie piekieł jest szesnaście, z tego połowa gorących, połowa zimnych. Czas przebywania w piekle nie jest określony, ale zawsze istnieje szansa przejścia przez bramy raju.

Mały wstęp o piekle, do którego bramy widziałam.

Leciałam samolotem z północnej Afryki do Europy. Piękna pogoda, w górze błękit nieba i wolno przeływające małe chmurki; w dole błękit morza. Lot przyjemny, spokojnie zbliżamy sie do celu. I oto w dali pojawiają się ciężkie chmury. Widok, który wzbudził we mnie chęć przedstawienia tego na papierze, ale nie umiem malować. Patrząc, zaczęłam rozumieć malarzy abstrakcjonistów tworzących swoje dzieła pod wpływem emocji chwili. Mój obraz, który zatytułowałabym Brama do piekła mógłby wydać się takim absurdem, byłyby to plamy od bieli przechodzące w coraz głębszą szarość aż do całkowitej czerni.

Górą mały pasek bardzo jasnego błękitu, pod nim śnieżno białe kopułki chmur, jak pęcherzyki. Białe do połowy a potem przechodzące w jasną szarość. Czym bliżej ziemi odcień szarości coraz głębszy, coraz cięższy i bardziej przestraszający. Przy samej Ziemi półkolista czarna otchłań, wjazd do przepaścistej groty, wjazd w głąb Ziemi, do piekła. Samolot skierował swój lot wprost w tę czeluść.

Wjechaliśmy do piekła, ono jest tutaj, nie w głębi Ziemi, ale na niej. Jesteśmy w tym piekle od chwili urodzenia do naszego ostatniego tchnienia. Wojny wiecznie toczące się, reżimy, pseudo demokracje, więzienia, obozy, niewolnictwo, tortury, głód, choroby, plagi, zarazy, epidemie… Można w nieskończonośc wyliczać tragedie, jakie ludzkość przeżywa przez całe swoje istnienie. Cierpimy za życia. To jest piekło, to jest to nasze piekło.

 

dzieci z sierocinca dziecko z Afryki Niewolnicy niewolnik z bliznami od bicia plantacja bawelny- dziewczynki 6 i 7 lat torturowani jency

Umberto Eco i Cmentarz w Pradze

Posted: 25 sierpnia, 2014 in Literatura

Cmentarz w Pradze

Miłośnicy książek zawsze wypatrują na półkach księgarskich nowości ulubionych autorów. Należy do nich m.in. Umberto Eco, autor legendarnej już powieści Imię róży, która ukazała się drukiem w roku 1980 (w Polsce 1987). Po tej powieści, która rozsławiła imię autora napisał kolejne dzieła, jak Wahadło Foulcaulta (1988), Wyspa dnia poprzedniego (1994), Baudolino  (2000) i Tajemniczy płomień królowej Loany (2004). Ponadto ukazało się wiele prac naukowych i eseji.

I oto po dłuższej przerwie jest nowa powieść, Cmentarz w Pradze. Na język polski szybko przetłumaczona, bo już po nie całym roku (w 2011) można ją było zakupić i cieszyć się nową pozycją w domowym księgozbiorze.

Wydawcy prześcigali się w zachwytach, przypisano ją do kategorii powieści kryminalno-szpiegowskich, przyrównywano do twórczości Dana Browna. Powoływano się na słowa autora, że wszystkie postacie, poza głównym bohaterem, są autentyczne. Nic, tylko czytać.

Od pierwszej strony książka bardzo wciąga, ale po stu stronach zaczyna wzbudzać uczucie: i co dalej… Poznajemy szczegóły kuchni włoskiej, francuskiej, wybór restauracji paryskich, skład materiałów wybuchowych, ale nadal nie wiadomo do czego autor zmierza. Oczywiście zrozumiałym jest fakt, że podstawą powieści jest geneza spreparowanych w XIX wieku Protokołów Mędrców Syjonu, które zapoczątkowały europejski antysyjonizm i które to stanowiły dla Hitlera źródło idei zagłady Żydów.  Bohaterem powieści jest Simonini, notariusz, zabójca, cyniczny fałszerz świadczący usługi osobom prywatnym i wywiadom wielu krajów. O rozdwojonej jaźni obsesyjny antysemita, nienawidzący również jezuitów, masonów i.. kobiet.

Umberto Eco wykazał doskonałą znajomość tematu, musiał dotrzeć do wielu oficjalnych i nie oficjalnych źródeł. Postacie występujące w powieści faktycznie są prawdziwe, bardziej lub mniej zaznaczyły się w historii Europy. Powołuje się również na myśli, opinie i stanowiska wielu pisarzy tamtej epoki. Wiele pracy i wysiłku w to włożono, ale powieść nie zachwyca. Od pewnego momentu gubimy się w natłoku postaci i nie wiemy o co konkretnie autorowi chodzi. Nie przerywamy czytania, aczkolwiek wielka ku temu ochota, mając nadzieję, że coś wreszcie zacznie się dziać konkretnego, bo przecież to ceniony, lubiany pisarz. Do końca nie wiadomo co pisarz zamierza nam przekazać.

Od Umberto Eco oczekujemy uczty literackiej, a ta powieść nią nie jest, jest po prostu nudna. Idąc za trendem na powieść kryminalną nawiązującą do wydarzeń historycznych nie podołał zadaniu.  Rezultatem jego zmagań na pewno nie jest to Imię róży, a sztukę pisania powieści historyczno-kryminalno-szpiegowskich lepiej pozostawić Danowi Brownowi, który lepiej zna klimat i prawa jakimi rządzi się tego rodzaju powieść.

Trudno po przeczytaniu książki wyciągnąć głębsze wnioski, czy opisać fabułę która jest bardzo niespójna. Można jedynie podziwiać tych wszystkich, którzy dotrwają do ostatniej strony.

Książka wzbogacona jest ciekawymi ilustracjami pochodzących z archiwum ikonograficznego Umberto Eco.

rycina

Nietykalni/ Intouchables

Posted: 30 lipca, 2014 in Kultura i Sztuka

Wiek dwudziesty pierwszy obdarował nas najwyższymi osiągnięciami technologicznymi. Mamy iPady, iPody, iPhony, tablety, Kindle, laptopy najnowszej generacji, internet w sekundę, anteny satelitarne, dekodery… wylicznaka jak u Umberto Eco[1]. Świat zmalał, mamy go u stóp, na wyciągnięcie ręki, lecz świat intelektualny kurczy się dramatycznie.

Po dniu pracy wracamy do domów spragnieni odpoczynku, relaksu z kawą przed telewizorem w którym możemy oglądać setki programów. Włączamy, słyszymy jałowe dyskusje, wiadomości pełne zawirowań, wojen, masakry… Przełączamy na kanały filmowe, a tu dominują wszechobecne amerykańskie produkcje, ich horrory, thrillery, filmy akcji w których trupów jest więcej niż statystów do tych ról zaangażowanych i… wyłączamy telewizor. Doskonały sprzęt, jaki kupiliśmy za duże pieniądze, też nam nie pomoże; ile można grać, bawić się, ewentualnie poczytać coś na Kindle.

kadr z filmu_2 kadr z filmu_3 kadr z filmu_4 kadr z filmu_5

Sięgamy więc do internetu i szukamy coś „normalnego”. I mamy, perełkę, film produkcji francuskiej oparty na fakcie Nietykalni/ Intouchables. W opisach zakwalifikowano ten film jako biograficzny, dramat, komedia. Dyskusyjne jest przypisanie do komedii. Czy wszystko, co wzbudza wesołość, radość jest komedią?

Film powstał w oparciu o książki pt. Drugi oddech i Odmieniłeś moje życie. Autor pierwszej z nich, Philippe Pozzo Di Borgo, francuski arystokrata korsykańskiego pochodzenia uległ wypadkowi na paralotni, wskutek czego został sparaliżowany, a jedynym organem którym może poruszać to głowa. Przed wypadkiem producent win, milioner, któremu niczego nie brakowało, człowiek szanowany w środowisku, żyjący w luksusach.

Abdel Sellou, autor drugiej książki, to postać diametralnie inna. Algierski imigrant wychowany na przedmieściach Paryża przez przybranych rodziców. Dziecko ulicy parające się kradzieżami, przynależnością do gangu młodocianych przestępców, karany więzieniem.

Przypadek, który często kieruje naszym życiem, sprawił, że los połączył tych dwoje mężczyzn wielką przyjaźnią. Tej części ich życia, początkom przyjaźni trwającej po dziś dzień, poświęcony jest film. W rolę francuskiego arystokraty wcielił się Françoise Cluzet, a postać Algierczyka odtworzył francuski aktor pochodzący z Senegalu, Omar Sy, przybierając w filmie imię Driss.

Arystokrata milioner i chłopak z ulicy, który traktuje swego pracodawcę „normalnie”. Nie widzi w nim bogacza, lecz człowieka któremu potrzebna jest pomoc poprzez nadanie jego życiu sensu i radości. Tych dwoje ludzi różni wszystko: wiek, stan społeczny, sytuacja materialna, wykształcenie, sposób odbierania świata. Chłopak jest młody, tryskający zdrowiem i optymizmem, ale z bagażem życiowych doświadczeń. Milioner ma wszystko, ale patrzy na świat z pozycji wózka inwalidzkiego. Dziesięc lat, które spędzili obok siebie zmieniło ich diametralnie. Każdy z nich znalazł swój cel w życiu, zaczęli dostrzegać wartości, które wcześniej niedostrzeżone przechodziły obok nich, ich życie nabrało głębszego sensu i znaczenia.

Film zrealizowany z wysoką kulturą, wspaniałe aktorstwo obu czołowych bohaterów. Wartka akcja, błyskotliwy dialog, humor subtelny bez zbędnych ubarwień dopełniają całości. Pomimo, iż porusza się w filmie delikatny problem człowieka na wózku inwalidzkim nie ma w nim sentymentalizmów, rozczulań nad chorym; chory – choć ograniczony w ruchu – jest w pełni uczestnikiem życia codziennego.

Takie filmy chciałoby się oglądać częściej.

       Philippe Pozzo Di Borgo & Abdel Sellou Philippe Pozzo Di Borgo & Abdel Sellou 2

 

[1] Umberto Eco – Cmentarz w Pradze

Podlaski szlak tatarski

Posted: 24 lipca, 2014 in Rozne

Suprasl_2 Mimbar_ meczet Kruszyniany Meczet Kruszyniany Hanaa Abdel Fattah w meczecie w Kruszynianach Suprasl

Podlaski szlak tatarski zaprowadzi nas do Bohonik, Kruszynian i Supraśla. Są to najstarsze, w obecnych granicach Polski, skupiska wyznawców islamu. Pamiętają one pierwszych Tatarów sprzed 300 lat, osadzonych tu przez polskiego króla  Jana III Sobieskiego. Obecnie we wsiach tych mieszka niewielu Tatarów, ale czynne meczety i cmentarze muzułmańskie sprawiają, że wszyskie te miejsca mają dla nich ogromne znaczenie i nie tylko religijne. Są one również symbolem obrazującym historię wtapiania się tej społeczności w środowisko polskie, jak również siłę przetrwania tej małej grupy w obcym dla niej chrześcijańskim żywiole. Do dzisiaj zachowali swoją odrębność wyznaniową, tradycję pochodzenia i obyczaje. Według narodowego spisu powszechnego z roku 2011 narodowość tatarską zadeklarowało 1916 osób z czego 665 jako jedyną.

Bohoniki i Kruszyniany stają się kilka razy w roku rojne i gwarne, pełne odświętnego charakteru podczas świąt muzułmańskich. Również okres wakacyjny ożywia nieco te biedne, jakby opuszczone podlaskie wsie. Turyści, studenci, letnicy i tatarska młodzież chętnie odwiedzają te miejsca dla niepowtarzalnego klimatu polskiego Orientu. I nie tyle skromne muzułmańskie meczety, architektonicznie bardzo podobne do miejscowych cerkiewek, czy nie tak stare przecież muzułmańskie nekropolie przyciągają rzesze odwiedzających, ale panująca tu atmosfera kresów dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów – atmosfera tolerancji, zrozumienia i akceptacji różnorodności.

 

Zdjęcia ze zbiorów prywatnych