Powieść a film

Posted: 16 lipca, 2014 in Literatura

W szkołach średnich często pada temat wypracowania: „Porównanie powieści z jej adaptacją filmową”. Czy młody człowiek, czytający daną powieść, nie znający całej twórczości autora jest w stanie właściwie ją ocenić i wyciągnąć prawidłowe wnioski pozwalające na porównanie z adaptacją filmową? Czy w ogóle można porównać książkę z jej wersją filmową? Książka to jedno, a film to drugie, nawet jeżeli powstał na kanwie powieści.

  Nikos Kazantzakis - Grek Zorba 2 Grek Zorba - kadr z filmu

Miłośnikom książki znana napewno jest powieść Grek Zorba. Nikos Kazandzakis (1885 – 1957), grecki powieściopisarz, poeta, dramaturg, w swojej twórczości umiejętnie łączy własny światopogląd z nowymi koncepcjami moralno- filozoficznymi. Wyraźnym tego przykładem są przemyślenia Alexisa Zorby, głównego bohatera powieści. Zorba to młody duchem sześćdziesięciolatek, człowiek wolny cieszący się każdym przeżytym dniem. Jego niepowtarzalna filozofia życia, jego energia i wrażliwość na otaczający go świat mają niesamowitą głębię. Cieszy go wschód słońca, kwiat wyrosły na kamienistym zboczu góry… Nie szuka szczęścia daleko, dla niego jest ono zawsze blisko, na wyciągnięcie ręki.

Film o tym samym tytule, który wyreżyserował Michael Cacoyannis (1922 – 2011) z inicjatywy Ireny Papas (1926) z Anthonym Quinnem (1915 – 2001) roli w roli Alexisa jest niezaprzeczalnie arcydziełem. Muzyka skomponowana przez Mikisa Theodorakisa (1925) zachwyca do dzisiaj, stała się nowożytnym symbolem greckiej kultury. Do perełek sztuki reżyserskiej należy zaliczyć scenę śmierci Wdowy (Irena Papas), śmierć Madame Hortense (Lila Kedrova, 1918 – 2000) i końcowy, słynny już taniec Zorby z pracodawcą Basilem (Alan Bates, 1934 – 2003).

Film z chęcią ogląda się po raz wtóry, ale nie wszystko zdołał on ująć z osobowości Zorby. Pomimo wielkiego kunsztu aktorskiego Quinna nie zdołano wyrazić całej filozofii, wszystkich przemyśleń bohatera będących sednem powieści, a napisane z taką wrażliwością ręką autora.

Michael Blake - Tanczacy z wilkami  Tanczacy z wilkami - kadr z filmu 2

Podobnie przedstawia się sytuacja z powieścią Michaela Blake’a (1945) Tańczący z wilkami. Akcja rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych  w drugiej połowie XIX wieku. Porucznika armii, Johna Durbana koleje losu zawiodły do placówki na prerii, daleko od cywilizacji. Jest sam z bezkresną przyrodą. Wiele czasu poświęca swoim myślom. Poznaje swoich wrogów z którymi się zaprzyjaźnia, wilka i indian. Zmienia się jego sposób postrzegania pojęcia przyjaźni,  Wszystko co czyni, wypływa z jego wewnętrznego przekonania o słuszności wyboru, z poszanowania godności innych, nie tracąc samemu godności własnej.

Film zrealizowany na podstawie tej książki przez Kevina Costnera (1955) i z nim w roli głównej na pewno należy zaliczyć do bardzo dobrych produkcji. Pomimo jednak świetnej obsady, wspaniałych zdjęć plenerowych nie zdołano oddać całej psychiki i przemiany jaka się dokonała w głównym bohaterze. I znowu pióro pisarza jest zdolne przekazać czytelnikowi o wiele więcej doznań, co nie znaczy, że nie należy adaptować powieści tylko nie są to dzieła porównywalne.

A.J. Quinnell - Najemnik Czlowiek w ogniu - kadr z filmu

Adaptuje się też masowo powieści z dreszczykiem, thrillery. Są one bardzo poczytne, a filmy oparte na nich ściągają masowego widza. Jednym z bardziej poczytnych autorów jest  Anglik, A.J. Quinnell (1940 – 2005). Wydał on cykl powieści pod wspólnym tytułem Najemnik, jak pierwszy tom z tego cyklu.W każdej występują ci samo bohaterowie, różne są akcje. Fabuła typowa dla tego typu książek – bardzo dynamiczna akcja, przyjaźń, porwanie i zemsta. Bohaterami są byli żołnierze Legii Cudzoziemskiej, obecnie najemnicy. Jak w każdym środowisku są dobrzy i źli. Najemnicy Quinnella są bezwzględni, ale mają swoją moralność, swoje zasady, walczą ze złem. Główną postacią jest Creasy, człowiek samotny, zamknięty w sobie. W pierwszym tomie jest ochroniarzem jedenastoletniej dziewczynki, która zostaje porwana i w okrutny sposób zabita. Całość sprowadza się do walki Creasy z przestępcami, którzy tego dokonali. Ale nie to jest najważniejsze w powieści. Autor bardzo skupił się na pojęciu przyjaźni, na przyjaźni do porwanej dziewczynki i przyjaźni do towarzyszy wspólnych walk, bezgranicznym oddaniu ludzi podobnych Creasy’emu, gotowych służyć pomocą w każdej sytuacji, ludzi na których można zawsze liczyć.

Tego nie oddaje film z roku 2004 zatytułowany Człowiek w ogniu, a oparty na powieści Quinnella. Rolę Creasy zagrał Denzel Washington (1954). W filmie pozostał z książki tylko jeden problem – ochroniarz, porwana i uratowana dziewczynka, główny bohater ginie. Bardzo też została wyeksponowana wiara w Boga, cytowanie wersetów z Biblii, temat, którego autor w powieści nie porusza, a wręcz przypisuje bohaterowi brak tej wiary. Czyżby to było z inicjatywy Washingtona, znanego z fanatyzmu religijnego? Taki scenariusz mógł powstać samoistnie, nie trzeba było sięgać do książki; kidnaping jest częstym motywem filmów z dreszczykiem.

I tak, jak książka będąca typowym czytadłem na jeden dzień, wciąga czytelnika od pierwszej strony, tak film jest monotonny pomimo dobrej obsady aktorskiej.

Powieść i filmy o scenariuszu opartym na danej książce  – czy można porównywać? To dwa odmienne sposoby oddzialywania na psychikę człowieka, na czytelnika czy widza. Czytelnik odbiera obrazy powieści według swojej wyobraźni, pozwala sobie na własne przemyślenia; widz ma podaną gotową formułę według recepty reżysera. Książka wzbogaca nasz język, język filmu jest raczej uproszczony, sprowadza się do mowy potocznej. Książka ma bogatsze opisy i bardziej rozbudowaną warstwę emocjonalną. Czytając książkę często cofamy się o kilka zdań wstecz starając się lepiej zrozumieć zawarty w nich sens, w filmie oglądamy już następny kadr przechodząc do następnej kwestii. Miłośnicy książek będą ją bronili, film obejrzą z ciekawości jak scenarzysta i reżyser widzą dany problem. Miłośnicy kina postawią na film. Film pozwala poznać literaturę tym wszystkim, którzy rzadko sięgają do książek, jest to niestety uproszczenie. Może jednak po obejrzeniu dobrze zrobionego filmu niektórzy skuszą się na lekturę i poprawią statystyki, które mówią, że Polak czyta pół książki w roku?

 

Powieść kryminalna

Posted: 6 lipca, 2014 in Literatura

 Agatha Christie-Morderstwo w Orient Expressie Arthur Conan Doyle_Pies Baskervilleow  Ian Fleming-Casino Royale Georges Simenon-Chinskie cienie Joe Alex-Cichym scigalam go lotem Raymond Chandler-Dlugie pozegnanie Mario Puzo-Rodzina Borgiow Marek Krajewski-Rzeki Hadesu

(skrócona wersja artykułu, który ukazał na zamówienie redakcji magazynu FUSUL w Egipcie) 
 

Źródła encyklopedyczne podają, że „powieść kryminalna to gatunek literacki traktujący o zbrodni i metodach jej wykrycia”. Swoją historią sięga starożytności, a na jej kształt wpływ miały: romans łotrzykowski, powieść gotycka, romans zbójecki i powieść tajemnic. Współcześni badacze rozróżniali cztery odmiany powieści kryminalnej: sensacyjno-awanturniczą, detektywistyczną, czarny kryminał amerykański i milicyjna – rozwijająca się wyłącznie w krajach obozu socjalistycznego, posiadająca cechy socrealistycznej powieści tendencyjnej; co uległo zmianie po obaleniu komunizmu.

Wielu pisarzy poświęcało i poświęca nadal czas temu gatunkowi literackiemu z mniejszym lub większym powodzeniem. Do historii tego gatunku literackiego przeszło tylko kilku autorów: Arthur Conan Doyle (1859 – 1930) z niezrównanym Sherlockiem Holmesem, Agatha Christie (1890 – 1976), której powieści przetłumaczono na 45 języków, Ian Fleming (1908 – 1964) z serią o Jamesie Bondzie przeniesioną na ekrany, Raymond Chandler (1888 – 1959) ze znaną powieścią Żegnaj laleczko, Georges Simenon (1903 – 1989) z nieśmiertelnym komisarzem Maigret, Mario Puzo (1920 – 1999)  rozpracowujący włoskie mafie i jego słynny, zekranizowany Ojciec Chrzestny, Joe Alex – polski autor występujący w powieściach jako detektyw opowiadający własne przygody.

W Polsce powojennej zdaniem Joe Alexa „powieśc kryminalna zawsze była czymś niemal wstydliwym, wydawano ją byle jak, tłumaczyli byle jacy tłumacze z tzw. przymrużeniem oka traktując tego typu powieści za łatwiznę, „zabili go i uciekł”. Czas najwyższy, żeby tej gałęzi literatury światowej stworzyć w Polsce takie miejsce, jakie zajmuje ona w Anglii, USA i w innych krajach. Jest to o tyle ważne, że po zniesieniu cenzury (w końcu lat osiemdziesiątych) powstają w dużych ilościach plugawe pisemka „rozrywkowe”, pławiące się w naturalistycznych opisach zbrodni, porno-przestępstwach i tym wszystkim, co może zwabić tych, dla których literatura piękna jest nieznana lub niedostępna.”

W Polsce czasów socjalistycznych negatywny stosunek władz do literatury rozrywkowej nie sprzyjał rozwojowi tego gatunku. Dopiero w obecnych czasach, a głównie po roku 1989, wykształciło się zjawisko, które można określić mianem estetycznej normalizacji. Zrodziła się tęsknota za dobrze zrobionym i nie przeeksperymentowanym „tylko-kryminałem”.

Bardziej pozytywnie zjawisko to ocenia Irek Grin, polski badacz literatury kryminalnej. Uważa on, że „(…) musi upłynąć sporo czasu, by w kraju, w którym upadł reżim totalitarny  pojawiła się lub odrodziła literatura kryminalna inna niż ta pisana na polityczne zamówienie. Oznaki ogromnej mody na rodzimy kryminał we wszystkich właściwie znanych jego odmianach dostrzega się wreszcie w Polsce. Świadczy o tym zarówno różnorodność propozycji wydawniczych, książek sięgających do tradycji political fiction, kryminału wiktoriańskiego, powieści noir, a nawet hard-boiled czy caper story. Świadczy o tym także ogromne zainteresowanie polskich wydawców tego typu literaturą”.

Przeglądając półki księgarskie dostrzegamy, że powstają nowe serie wydawnicze, które bądź to prezentują książki tylko polskich autorów, bądź oferują zagranicznych pisarzy w ramach jednej kolekcji. Oznacza to, że nie tylko jest popyt na taką książkę, ale – co ważniejsze – poprzez rangę wydawcy, specjalizującego się do tej pory tylko w literaturze wysokiej, gatunek zaczyna odzyskiwać należne mu miejsce zarówno w ofercie literackiej, jak i w świadomości czytelniczej.
Jednym z elementów wzrostu popularności kryminału jest ogromny sukces Marka Krajewskiego (ur. 1966)  laureata nagrody za najlepszą polską powieść kryminalną; w 2006 otrzymał prestiżowy „Paszport” tygodnika Polityka i tym samym znalazł dla swej twórczości masowego odbiorcę.
Innym jeszcze elementem podnoszącym znaczenie kryminału i jego recepcji jest zaistnienie autorów uznanych, którzy nigdy wcześniej z tym gatunkiem nie mieli nic wspólnego. Najpopularniejszy polski poeta średniego pokolenia Marcin Świetlicki w roku 2006 wydał thriller „Dwanaście” uznany za wydarzenie literackie roku. Maciej Malicki (1945 – 2013) autor kilku powieści, w żaden sposób z kryminałem niezwiązanych wydał w Polskiej Kolekcji Kryminalnej thriller „Kogo nie znam”.
Rynek książki zaczyna pożądać polskiego kryminału, stawiać przed nim coraz wyższe wymagania i przestaje być literaturą wstydliwą. Należy przy tym pamiętać, że łączenie różnych form polskiego kryminału, wynikające przede wszystkim z braku tradycji takiej literatury, należy postrzegać jako zaletę i kreację nowej szkoły powieści kryminalnej.
Bohaterami we współczesnym polskim kryminale są najczęściej prywatni detektywi. Nie ma jednak nowych propozycji, wiekszość książek sięga do sprawdzonych wzorców literatury światowej. Policjant konstruowany jest wedle wzorców typowych dla łagodnej odmiany whodunit[1], fabuła zorganizowana w stylu powieści sensacyjnej, natomiast główny bohater jest charakterem chandlerowskim. Triumfy zaczyna święcić także modna na całym świecie powieść z kluczem historycznym. W odróżnieniu jednak od sensacji Zachodnich autorów polscy pisarze odtwarzają przede wszystkim klimat przedwojennej Polski.
Najważniejszą cechą polskiego, współczesnego kryminału  jest to, co można nazwać etyką powieści kryminalnej: z jednej strony – sprawiedliwość triumfuje, Dobro zostaje jednoznacznie oddzielone od Zła, odwaga, szlachetność i nieustępliwość w dążeniu do napiętnowania przestępcy zwyciężają cynizm, z drugiej – etyką pisarską, uczciwością pisarza wobec jego Czytelnika.

W odstępach mniej więcej dziesięcioletnich ukazują się na świecie poważne, doskonale udokumentowane prace, obwieszczające nieuchronny zgon klasycznej literatury kryminalnej. Najpierw film, później telewizja, wreszcie rozwój thrillerów i powieści szpiegowskiej powinny były uśmiercić kryminał.
I być może stałoby się tak, gdyby nie czytelnicy. Agatha Christie nadal jest najbardziej poczytnym pisarzem na na świecie. Najwybitniejsze powieści tego gatunku wznawiane są nieustannie w w wielu językach. Staromodny Sherlock Holmes od ponad stu lat święci triumfy, a kiedy pojawia się nowy uzdolniony autor, wydawcy wydzierają go sobie z rąk. Nadal łatwiej jest zdobyć majątek dzięki błyskotliwej analizie faktów prowadzących do odkrycia mordercy, niż spekulując na giełdzie, zarządzając firmą czy handlując bronią. Ktoś zauważył kiedyś, że Agatha Christie jest drugą kobietą po Lukrecji Borgia (1480 – 1519) w dziejach, która dzięki zbrodniom zarobiła miliardy. Z tą małą różnicą, że Lukrecja Borgia musiała wszystkie swoje zbrodnie popełnić, a pani Christie nie popełniła żadnej.
Tak więc gatunek, zwany umownie klasyczną powieścią kryminalną, nadal jest w pełnym rozkwicie i nic nie wskazuje na to, by ludzkość chciała się z nim rozstać.

 

[1] Whodunit – „Who done it?” – „kto zrobił”, układanka kryminalna

 

Co jakiś czas wybucha skandal nad jakąś książką, filmem czy sztuką. Aktualnie jest to spektakl Golgota picnic zagrany przez argentyński zespól, który miał być zaprezentowany na Malta Festiwal w Poznaniu. Na łamach prasy, w internecie pojawiły się strony poświęcone temu tematowi; aż roi się od krytyki i oburzenia. Padają ostre słowa „antysztuka pełna niemoralności i bluźnierstw”, „tania sensacja, żerująca na antychrześcijańskich nastrojach” i wiele mniej delikatnych. Przed siedzibą Nowego Teatru w Warszawie ludzie z różańcami w rękach blokowali wejście do teatru, a potem z garnkami, trąbkami i gwizdkami hałasowano, aby zagłuszyć spektakl.

golgota picnic2  golgota picnic 1

Jak to na mnie podziałało? Wywołało zaciekawienie tematem i obejrzałam spektakl, który również jest dostępny w internecie. Nie zamierzam poddawać go krytyce, bo nie jest to moim celem. Na pewno jest szokujący, nie w moim guście i po raz drugi nie zamierzam go obejrzeć. Nie miał on na mnie żadnego wpływu, nie zmienił mojego stosunku do wiary i religii. Uważam jednak, że każdy ma prawo wyboru, prawo decydowania co chce oglądać, co czytać i nikt nie może wpływać na indywidualne decyzje w tym zakresie. Kto uważa, że spektakl obraża jego uczucia ma prosty wybór – nie ogląda.

Pamiętam jak przed laty skandal w środowiskach chrześcijańskich wywołała powieść Dana Browna Kod Leonarda da Vinci. Wiele środowisk uważało, że książka „zawiera obelgi i kalumnie skierowane przeciw Jezusowi i Kościołowi”. Domagano się od chrześcijan nie czytania książki i bojkotowania filmu, który później powstał. I jaki to dało efekt? W tym czasie spędzałam urlop nad Morzem Czerwonym. Na leżakach opalali się turyści, wielu z nich z książką w ręku. Przeszłam wzdłuż plaży i podejrzałam co czytają – była to zakazana książka Browna w różnych językach świata. Nie można było zrobić lepszej reklamy autorowi, który dzięki temu w znaczny sposób zwiększył swoje zasoby finansowe, gdyż nakład tej książki w świecie wyniósł w roku 2004 ponad 200 milionów egzemplarzy. Dla mnie książka jest wspaniałym, wciągającym czytadłem, idealnym w podrózy, nie wymagającym wielkiego myślenia.

kod leonardo da vinci

Wcześniej, bo w roku 1970 sensację wywołał musical Jezus Chrystus Superstar. W wielu państwach, w tym również w Polsce, teatry zamierzały wystawić ten spektakl. Już sam pomysł budził w ludziach potrzebę walki o ochronę Polski katolickiej.  W Rosji, w podobnej sytuacji, wystąpiono do prokuratury z wnioskiem o zakaz wystawiania, gdyż jest to dzieło „obraźliwe”.  Najsmutniejsze jest to, że umysły ogarnięte dogmatem nie dostrzegają w musicalu żadnych wartości artystycznych czy choćby intelektualnych – czują jedynie ostry policzek wymierzony w ich religijne uczucia. Dla mnie jest to genialna muzycznie opera rockowa skomponowana przez A.L. Webbera,  ze wspaniałym wokalem Judasza. Często sięgam do arii z tego musicalu.

jesus christ superstar

Protestujący czynią to często dla samej idei zaprotestowania nawet nie znając danego utworu, nie znając treści jakie dane dzieło zawiera, nie wgłębiając się w nie, nie starają się ich poznać.

To tylko trzy przykłady „skandalizującej” twórczości, a było tego więcej. Krytyka, wyrazy oburzenia wywołały jednak zawsze większe zainteresowanie książką, filmem czy spektaklem.Dla wielu ludzi byłyby one nieznane, nie dostrzeżone, ale odpowiednie środowiska bardzo zadbały o ich rozreklamowanie i nagłośnienie. Natura ludzka jest przewrotna i zawsze będzie sięgać po rzeczy owiane skandalem czy wręcz zakazane.

Rodzinny klan

Posted: 8 czerwca, 2014 in Kultura i Sztuka

STRADIVARIUS - kadr z filmu

W większości rodzin rodzice marzą, aby ich dzieci wybrały ten sam zawód co oni. I często tak bywa, gdyż nasze pociechy wychowane w określonym środowisku zaczynają do niego lgnąć i nie widzą dla siebie innego miejsca jak w możliwości kontynuowania tradycji rodzinnej. Dotyczy to każdego środowiska, każdego zawodu.

Anthony Quinn (1915 – 2001), wszystkim znany aktor amerykański z meksykańskim rodowodem miał tych dzieci dużo, bo chyba dziesięć. Niektóre z nich poszły w ślady ojca tworząc rodzinny klan Quinn’ów. Trójka z jego synów zagrała w roku 1989 u boku ojca w filmie produkcji francusko-włoskiej Stradivarius.

Anthony Quinn 2 Anthony Quinn 1

W roli młodego lutnika obsadzono, wówczas dwudziestotrzyletniego Lorenzo Quinn’a (1966), który wykazał się dużym talentem aktorskim, jednak nie związał się na stałe z filmem. Zagrał w pięciu, ale jego pasją była rzeźba. Jego prace cieszą oko w parkach i na placach wielu krajów Europy i Ameryki.

 Lorenzo Quinn 2 Lorenzo Quinn 1

Francesco Quinn (1963 – 2011), aktor z wyboru, zagrał jednego z synów lutnika, który poświęcił się kapłaństwu. Chyba najbardziej podobny do słynnego ojca, odnoszący sukcesy w swoim zawodzie w filmie i serialach telewizyjnych (Quo Vadis,JAG…) , jednak karierę przerwał nagły atak serca.

Francesco Quinn 2 Francesco Quinn 1

Drugiego syna, z licznego potomstwa Antonio Stradivariusa zagrał Danny Quinn (1964) parający się aktorstwem zawodowo, jest ponadto reżyserem filmowym i scenarzystą.

Danny Quinn 4 Danny Quinn 1

Stradivarius, opowieść o słynnym lutniku, to jeden z lepszych filmów biograficznych, a Anthony Quinn jeszcze raz pokazał nam swój kunszt aktorski. Na uwagę zasługuje ścieżka dźwiękowa filmu. Kto lubi słuchać dźwięków skrzypiec i innych instrumentów strunowych dozna wspaniałych przeżyć. Muzyka w doskonałym wykonaniu przewija się przez cały film; partie skrzypcowe wykonuje włoski wirtuoz skrzypiec, Salvatore Acardo.

Koncert w domu lutnika

[Wszystkie zdjęcia są wykadrowane z filmu STRADIVARUS – kolekcja prywatna]

 

Kair wiosną

Posted: 22 Maj, 2014 in Rozne
palmy3

Z reguły większość z nas kojarzy sobie Egipt z piramidami, palmami i pustynią. Nie dostrzegamy, że w tym kraju jest dużo zieleni, gdyż chodząc ulicami nie patrzymy w górę, na korony drzew, ale skupiamy się na nierównych chodnikach, aby nie potknąć się i nie upaść. Dopiero będąc w Dahszur, położonym na wzgórzach, ujrzałam w dole zieloną wyspę, zieleń Gizy i Kairu. Widziałam też coś mniej radosnego, olbrzymią chmurę smogu wiszącą nad tymi miastami pomniejszającą moją radość z widoku, wywołującą raczej smutek.

Najpiękniejszą porą roku dla mnie jest wiosna. Temperatury przyjemne do chodzenia na spacery, noce jeszcze chłodne, ale równie miłe. Roślinność, jak wszędzie na świecie, zaczyna budzić się do życia. W oczkach wodnych pojawiają się kwiaty będące symbolem tego kraju, lotos.

lotos2      lotos1

Rozkwitają pierwsze rośliny zasadzane na klombach, w pobliżu hoteli, przyciągają swoją intensywną barwą i zapachem. Są wśród nich też znane nam z naszego podwórka nagietki, aksamitki, ołowniki, róże, prócz tego egzotyczne agawy, kaktusy, smukła strelicja… Dalej zobaczymy ukwiecone bogato krzewy z hibiskusem na czele.

strelicja nagietki hibiskus1

Wśród drzew obsypanych kwieciem najpopularniejszą jest akacja. Są także jacarandy, mangowce, bananowce i oczywiście smukłe, strzeliste palmy.

akacja 1 oleander1 Jacaranda 1 bananowce granatowiec

Tych drzew jest wiele gatunków, ale nie będąc botanikiem nie jestem w stanie wszystkich ich wymienić, nie znam nazw wielu z nich. Ale nie na tym mi zależało i nie będę tego zgłębiać, interesują mnie kolory. Najbardziej lubię pnącze bungewilla sięgające nawet 12 metrów. Oplata płoty, mury, wspina się na drzewa, bogato ukwiecone, różnobarwne. Chwilami odnoszę wrażenie, że jest ono jak plaga, pasożyt, ale kolory jakie roztacza, jak potrafi wysokiego na dwa pietra fikusa ozdobić swoim kwieciem – zachwyca urokiem, ożywia szare ulice miasta.

bugenwille4 bugenwille1 bugenwille2 bugenwille3

W kraju, gdzie opady deszczu są znikome natura sama broni się przed niedostatkami wody. Liście drzew, płatki kwiatów egipskich są mięsiste, jędrne, a korzenie sięgają głęboko w głąb ziemi. Nie zauważyłam, aby specjalnie dbano o tę roślinność, żeby nawożono, sprowadzano specjalną ziemię, ale wszystko i tak pięknie rośnie pod tym prażącym słońcem.

Piękny czas…

Posted: 19 Maj, 2014 in Galeria

001 002 003 004 005006 007 008 009 010

011 012 013 014 015 016 017 019 020 021 022 023 024 025 026 027 028 029 030 031 032 033 034 035 037 038 039 040 041

Takie tam…

Posted: 19 Maj, 2014 in Rozne
Okno

W czasach młodości chodząc ulicami zaglądałam w cudze okna, bardzo mnie interesowały. Nie miałam żadnych podtekstów, zwykła ciekawość – jak wyglądają, co się za nimi kryje. Odkryłam wówczas, że w większości okien kuchennych są żółte firanki. Nigdy nie znalazłam odpowiedzi na pytanie: dlaczego właśnie ten kolor. To się zmieniło. Teraz przeważają białe, koronkowe, przesłaniające co najwyżej połowę okna.

W dzień widziałam w oknach kwiaty, pelargonie i od czasu do czasu kota na parapecie przyglądającego się światu za szybą. Nocami okna były ciekawsze. Oświetlone, tętniące życiem. Na ścianach obrazy święte, „jelenie na rykowisku”, zdjęcia rodzinne z obowiązkowym zdjęciem ślubnym, nagie maluszki leżące na baranich futrach, regały zastawione kryształami lub jego imitacją. W kuchennym oknie krzątała się jakaś postać.

Mogłam patrzeć godzinami snując własne fantazje o mieszkańcach skrywających się za tymi oknami.

Ta przypadłość mi nie minęła, mam ją w sobie do dzisiaj, ale czy jestem w tym odosobniona?

Co to jest OKNO? Odpowiedzi otrzymamy różne, w zależności od tego kogo o to spytamy. Źródła encyklopedyczne podają: „element, konstrukcja zamykająca otwór w ścianie lub w dachu, służący do oświetlenia i przewietrzania pomieszczeń”. Historyk powie, że: „Początkowo otwór w ścianie spełniał rolę prymitywnego okna. Później zaczęto go wypełniać zwierzęcą skórą, drewnem czy tkaniną. Dodano następnie okiennice, które można było zamykać i otwierać. Z czasem funkcją okna było nie tylko umożliwienie dostępu światła do wnętrza, ale ochrona przed czynnikami atmosferycznymi. Okna pełniły też funkcję dekoracyjną, wzbogacając formę architektoniczna elewacji budynku. Z czasem w świetle okna zaczęto montować pionowe przegrody, słupki, które łączyły kawałki szkła za pomocą ołowiu. Po raz pierwszy szkło do okien zastosowali Rzymianie. Szklane okna były preferowane przez Europejczyków, podczas gdy okna papierowe, bardziej ekonomiczne, stosowane były w starożytnych Chinach, Korei i Japonii”. Internauta natomiast powie, że jest to „wydzielony obszar ekranu, najczęściej prostokątny, na którym prezentowany jest interfejs programu”.

A co powie poeta?

Poeta – Tadeusz Boy Żeleński (fragment)

Kiedy za oknem śnieg prószy
Lub szemrzą jesienne deszcze,
Naówczas w głąb własnej duszy
Chmurni wpatrują się wieszcze.

 

 Powój – Adam Asnyk (fragment)

Niejedna wesoła piosenka
W wiosenne wieczory lub ranki
Wybiega z tego okienka,
Strojnego w białe firanki.

I śmiechu srebrnego kaskada,
Ach, nieraz! z owego pokoju
Spłynęła w okna sąsiada
Po wiotkich splotach powoju.

Firanka – Władysław Broniewski

 

Otworzyłem okno, a firanka
pofrunęła ku mnie,
jak Anka
w trumnie.

Biała firanka, błękitne zasłony,
zaszeleściło…
O! pokaż mi się od tamtej strony!
Jesteś? Jak miło!….

Jak miło… jak miło… jak strasznie,
moja miła…
Ja już chyba nie zasnę…
Firanka? … Czy tyś tu była?

 

Pękło moje okno – Liliana Ziembińska

 

Pękło moje okno,
moja ukochana zabawka –
– okno na świat.
Patrzyły przez nie moje
oczy,
dusza i serce.
Pękło moje okno.
I już nic nie widzę !

Kocham Cię, dwa słowa.
Jedno wyznanie, które otwiera
wrota do Twojego serca.
Kocham Cię, dwa słowa
Tak wiele warte,
chociaż to tyłko słowa.

Dla mnie okno jest tym co napisał Charles Boudelaire:

„Ten, kto patrzy przez otwarte okno, nie zobaczy tyle rozmaitych rzeczy, co ten, kto z zewnątrz wpatruje się w okno zamknięte. Nie ma nic równie głębokiego, tajemniczego, niewyczerpanego, równie mrocznego i olśniewającego, jak okno oświetlone świecą. To, co można zobaczyć w blasku słońca, nigdy nie jest tak ciekawe, jak to, co dzieje się za szybą. W tej czarnej lub jaśniejącej dziurze żyje życie, życie marzy i cierpi”.

Źródła:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Okno
http://pl.wikipedia.org/wiki/Okno_(informatyka)

Pan Bawab

Dzielnica, niegdyś należąca do reprezentacyjnych nadal tak jest uważana, ale jej czas świetności dawno już minął. Dzisiaj ktoś ja nazwał „dzielnicą bawabów” (dozorców). I to prawda, oni wiodą tutaj prym. Siedzą z papierosem przed kamienicami, popijają herbatkę i z reguly nic nie robią. Swoje obowiązki sprzątania klatek schodowych wypełniają z większą lub mniejszą starannością, najczęściej mniejszą, o czym świadczy wygląd tych klatek. W kamienicach, w których zamieszkuje jej właściciel, sytuacja jest nieco lepsza, dozorca bardziej się stara, boi się swego pana. Większość jednak kamienic to mieszkania na wynajm.

Dozorcy wiedzą wszystko co, kto, gdzie i tylko patrzą jak i komu  uszczknąć parę groszy. Otrzymują od mieszkańców swoją comiesieczną składkę, ale – z tym się zgodzę – na utrzymanie rodziny jest to za mało. Więc poszukują innych źródeł. Za każdą usługę – kupienie drobiazgu dla mieszkańca, wniesienie bagażu, znalezienie mechanika do popsutego kranu czy anteny satelitarnej – za to wszystko pobierają pieniądze. Ale nie tylko od lokatora, mechanik płaci również haracz, musi dzielić sie zarobkiem. Często w tych drobnych usługach wyręczają ich własne dzieci jednak pieniądze idą do kieszeni ojca.

I tak „nasz pan” obrasta w sadełko czujnym okiem obserwując, aby nic nie uszło jego uwadze. I nie probuj korzystać z pomocy kogoś z zewnatrz, popadniesz w niełaskę „pana”. Cieżką pracę ma ten nasz bawab.

Jest jeszcze żona, najczęściej szara myszka zdominowana przez meża. Co należy do jej obowiązków? Oczywiście pomoc mężowi w dbałości o czystość kamienicy. Prócz tego normalne zajęcia – sprzątanie kącika w którym mieszkają, pranie, gotowanie… Dlaczego kącika? Jest to najczęściej mała klitka pod schodami w której muszą się zmieścić co najmniej cztery osoby. Tam gotują, jedzą, odpoczywają przy telewizorze, tam dzieci odrabiają lekcje, tam śpią i kochają się dbając o przyrost naturalny. Wszystkie zajęcia związane z tą klitką należą do obowiazków żony. Czy ma wolny czas? Tak, ma go dużo i każdego dnia poświęca go na odpłatne sprzątanie mieszkań lokatorów nie tylko w jej kamienicy. Każdego dnia przez cały tydzień gdzieś u kogoś sprząta.  Zarabia dużo więcej niż mąż, ale on, głowa rodziny, trzyma kasę. I najczęściej jest to kobieta uśmiechnięta, życzliwa, pomocna.

Właściciele kamienic nie są zbytnio zainteresowani ich stanem. Dla nich liczy się tylko zarobek uzyskany z wynajmu mieszkań. Bardzo trudno wyegzekwować od nich naprawę czegokolwiek. Ale cóż można od nich wymagać skoro państwo też się tym nie interesuje. Wystarczy spojrzeć na ulice przy którzch te kamienice stoją.

Na obrzeżach miasta powstają nowe, luksusowe, zadbane dzielnice, a o starych, z bogatą tradycją i historią zapomina się, nikt o nie nie dba. Oddało się je w zarząd bawabom.

Ken Wilber

 

…celem pracy nad sobą (…) nie jest pozbycie się fal w oceanie życia,

lecz nauka unoszenia się na nich.

(Ken Wilber – „Śmiertelni nieśmiertelni”)

 

Ken Wilber urodzony w 1949 roku jest współczesnym, amerykańskim filozofem, socjologiem, psychologiem, teoretykiem systemów i pisarzem. Jest twórcą integralnej teorii świadomości, zajmuje się również kulturą, duchowością i mistycyzmem. Uważany jest za twórcę psychologii transpersonalnej.

Wilber żyje zarówno życiem mistyka, jak i uczonego. Nie uważa się za guru, chociaż wielokrotnie tak jest nazywany; sam określa siebie jako panditę – udzielającego duchowych nauk.

Pisarstwem para się od wczesnej młodości, wydał wiele książek. Jedną chyba z najpopularniejszych, najbardziej poczytnych i poruszjących książek Wilbera jest Śmiertelni nieśmiertelni obejmująca pięć lat życia autora i jego żony, życia w „miłości, cierpieniu, umieraniu i wyzwoleniu”. Pięć lat, które w całości poświęcił opiece fizycznej i duchowej żonie śmiertelnie chorej na raka.

Pierwszy raz czytałam tę książkę w czasie, kiedy przeżywałam tragedię choroby nowotworej bliskiej mi osoby. Sama, przytłoczona okrutną rzeczywistością, nie do końca byłam w stanie zagłębić się w nią. Czytałam wybiórczo, skupiając się głównie na samej walce z chorobą, pomijając jej psychologiczno filozoficzne aspekty. Autor napisał ją w sposób na to pozwalający, co sam w przedmowie podkreśla. Po kilku latach, pogodzona z nieodwracalnymi faktami jakie miały miejsce w moim życiu, sięgnęłam po nią powtórnie.

Od przeżyć opisanych przez autora dzieliło mnie ćwierć wieku, czas jaki – w moim mniemaniu – winien w medycynie zaznaczyć się dużym postępem w walce z rakiem. Ale tak wcale nie jest. Opisywane sposoby leczenia, medycyna konwencjonalna, niekonwencjonalna, do dzisiaj nie wiele uległo zmianie. Nowe leki, bardziej doskonała i precyzyjna radioterapia, nadal dyskusyjna skuteczność i celowość chemioterapii; a rak nieubłaganie zbiera swoje bogate żniwo.

Książka, prócz suchych faktów opisu przebiegu choroby i jej leczenia, zawiera głębokie przemyślenia folozoficzne napisane językiem przystępnym, zrozumiałym nawet dla laika. W tę piękną opowieść Wilber potrafił wpleść objaśnienia i komentarze do wielkich tradycji duchowych, od chrześcijaństwa począwszy, a na buddyzmie skończywszy. Prowadzi rozważania o istocie medytacji, o związkach psychoterapii i duchowości oraz o naturze zdrowia i umiejętności uzdrawiania. Autor przeprowadza czytelnika przez wszystkie skomplikowane procesy zachodzące w człowieku w miarę upływu czasu i postępów choroby. Jest to stiudium pokory wobec natury i czasu, próba ,,oswojenia” się ze śmiercią zarówno przez osobę dotkniętą chorobą, jak i jej nabliższych. Uczy nas godzenia się z przeciwnościami.

W obliczu cierpienia człowiek poszukuje ukojenia, nadziei, ale potrzebuje również silnego, bezgranicznego wsparcia drugiej, bliskiej mu osoby. I jest ono nie mniej ważne w walce z chorobą, wspomaga działania lekarzy. Pamiętam, jak po jednym z kryzysów dziękowałyśmy lekarzowi, powiedział nam wówczas: „Myśmy zrobili tylko to co mogliśmy, połowę, druga połowa to wasze starania, wasza obecność i wsparcie „.

Potwierdzenie tego znalazłam w książce Wilbera…

 

okladka ksiazki

 

Skalane dzieci

Posted: 19 Maj, 2014 in Kultura i Sztuka

Kadr z filmu "Siostry Magdalenki"

Ostatnio modnym tematem mediów są problemy, ujmując to delikatnie –moralnych  wykroczeń duchownych i zakonnic. Problem nie nowy, ale aktualnie nagłaśniany. Wszyscy są przerażeni, oburzeni, zbulwersowani. Kinematografia również nie pozostaje w tyle.

Obejrzałam niedawno film pt. Siostry Magdalenki. Film nie nowy, bo z roku 2002, wyprodukowany przez Irlandię w kooperacji z Wielką Brytanią. Mówi o katolickim zakonie żeńskim, który był „azylem” dla kobiet. Przed 150-ciu laty w chwili ich otwarcia celem podstawowym była pomoc w rehabilitacji kobiet parających się prostytucją. Zatrudniano je do ciężkiej pracy w pralniach. Z czasem swoją działanością objęto kryminalistki. W nowszych czasach pod „opiekę” sióstr rodzice oddawali swoje „zepsute” córki. Dziewczęta, które urodziły nieślubne dziecko, które były zgwałcone czy poprostu uśmiechały się do chłopca, a czego nie akceptowali. Nie był to wyrok sądowy określający czas pobytu, było to dożywocie bez możliwości odwołania się do kogokolwiek. Pozbawiano je godności, głodzono, bito, wykorzystywano seksualnie… Horror, jak mogło dojść do tego w Europie dwudziestego wieku. Zaglądamy na cudze podwórka, potępiamy Trzeci Świat, oburzamy się, protestujemy, a tu nagle okazuje się, że w niczym nie jesteśmy lepsi. Dzisiaj wszyscy kajają się, przepraszają, ale to nie rozwiązuje problemu, nie uzdrowi psychiki tych kobiet, dzieci, które przez ten koszmar przeszły; to będzie w nich pokutowało przez całe życie.

Jak wyraziłam na wstępie – temat stary, tak było zawsze, tylko się o tym nie mówiło, udawało, panowała mafijna omerta.

Mnie jednak interesuje inny aspekt tej sprawy – gdzie są rodzice tych dziewcząt i dzieci krzywdzonych w podobny sposób, gdzie są ich matki, które rzekomo w obronie swej pociechy gotowe są walczyć jak lwice? Kobieta, przez dziewięć miesięcy nosi to maleństwo pod sercem, cieszy sie na jego przyjście, potem karmi i troszczy się o nie. Chore pielęgnuje, nie przesypia noce czuwając. I wszystko jest dobrze dopóki dziecko rozwija się zgodnie z utartymi przez społeczeństwo kanonami. Dorasta i nagle kobieta odkrywa, że jej dziecko ma zaburzenia hormonalne i jest homoseksulaistą czy lesbijką; wpadło w niewłaściwe otoczenie i jest narkomanem czy alkoholikiem. Podejrzewała wcześniej, ale nie chciała przyjąc tego do wiadomości, nie jej dziecko. Nie zastanawia się nad przyczynami, nie stara się zrozumieć i wesprzeć, wręcz odsuwa je, nie jest już jej. Nie będzie już siedziała nocami i czuwała, bo tych nocy musiałaby poświęcić dużo więcej niż przy grypie, czy innej dziecięcej chorobie. To dziecko jest już skalane, nieczyste. Zgwałcona córka – czarna owca w rodzinie, trzeba ją ukarać, ukryć przed otoczeniem, bo jaki to wstyd. A jeżeli urodzi dziecko? Zgroza, co ludzie powiedzą. Oddaje się dziecko do adopcji wbrew woli tej młodej matki, a ją samą wyklina z rodziny.

To właśnie tacy rodzice, te matki oddawały swoje dzieci do „azylu” Sióstr Magdalenek czy podobnych ośrodków skazując je na dożywocie, bez możliwości powrotu do życia w społeczeństwie. O ucieczce nie było mowy, bo gdzie pójdą, do kogo? Bez zawodu, bez środków do przetrwania… Rodzina ich nie przyjmie, już do niej nie należą.

Winnych ukarano, ale czy wszystkich? Czy pociągnięto rodziców do odpowiedzialności za krzywdę wyrządzoną własnemu dziecku?

„Azyl” Sióstr Magdalenek zakończył swoją działalność w roku 1996, ale o ilu takich miejscach jeszcze nie wiemy?

Plakat filmu "Siostry Magdalenki"

Dahszur

Posted: 19 Maj, 2014 in Rozne
  Dahszur

W szkole średniej przez jeden rok lekcje historii poświęcone były starożytności. Zachwyciłam się wówczas Egiptem i potem czytałam na temat przeszłości tego kraju wszystko, co było dostępne na półkach księgarskich. Komputerów, internetu jeszcze nie było, więc dostęp do źródeł  ograniczony. Mogłam liczyć tylko na to co zostanie napisane przez polskich autorów lub przetłumaczone na język polski i wydrukowane. I marzyłam o piramidach mając cichą nadzieję, że kiedyś będzie mi dane je zobaczyć, dotknąć.

Życie tak się potoczyło, że zamieszkałam w Egipcie, zobaczyłam je i mogę podziwiać ich piękno kiedy tylko zapragnę.

W Egipcie jest łącznie około stu piramid, aczkolwiek są zdania podzielone. Niektórzy naukowcy mniejsze z nich uważają za grobowce piramidopodobne. Dla mnie nie istotne jest nazewnictwo, wszystkie są wspaniałe i liczą sobie te pięć tysięcy lat.

Poznawanie ich rozpoczęłam od Gizy, od tych najsławniejszych, od CheopsaChefrena i Mykerinosa. Poraziły mnie swoją potęgą, pięknem. Nie wszyscy mają jednak opinię podobną mojej. Słyszałam wypowiedź turysty zastanawiającego się po co płacił tyle pieniędzy, żeby oglądać kupę kamieni? Nasz wielki polski wieszcz, Julisz Słowacki z wycieczki do piramid wyniósł głębsze refleksje.  Widok potężnych piramid skłonił poetę do przemyśleń na temat religii starożytnych Egipcjan, ich obrzędów pogrzebowych oraz czci oddawanej zmarłym, ułatwiły mu pełniejsze zrozumienie narodowego nieszczęścia. Poemat Rozmowa z piramidami jest odpowiedzią poety na zadane sobie pytanie – czy piramida egipska może być grobowcem polskiego ducha narodowego.

 

Rozmowa z piramidami

 

Piramidy, czy wy macie
Takie trumny, sarkofagi,
Aby miecz położyć nagi,
Naszą zemstę w tym bułacie
Pogrześć i nabalsamować,
I na późne czasy schować?
– Wejdź z tym mieczem w nasze bramy,
Mamy takie trumny, mamy.

Piramidy, czy wy macie
Takie trumny, grobowniki,
Aby nasze męczenniki
W balsamowej złożyć szacie;

Tak by każdy na dzień chwały
Wrócił w kraj, choć trupem cały?
– Daj tu ludzi tych bez plamy,
Mamy takie trumny, mamy.

Piramidy, czy wy macie
Takie trumny i łzawice,
By łzy nasze i tęsknice
Po ojczystych pól utracie
Zlać tam razem – i ostatek
Czary dolać łzami matek?
– Wejdź tu, pochyl blade lice,
Mamy na te łzy łzawice.

Piramidy, czy wy macie
Takie trumny zbawicielki,
Aby naród cały, wielki,
Tak na krzyżu, w majestacie
Wnieść, położyć, uśpić cały
I przechować – na dzień chwały?
– Złóż tu naród, nieś balsamy,
Mamy takie trumny, mamy.

(Juliusz Słowacki)

Ciekawa dalszych piramid doszłam do Sakkary i priamidy schodkowej Dżesera, a w końcu do Dahaszur. Długo były one niedostępne dla zwiedzających, był to teren wojskowy.

Zbudowano ich pięć: dwie króla Snofru (ojca Cheopsa) oraz trzy: Amenemhata II (Biała), Senusereta III i Amenemhata III (Czarna). Piramidy Snofru pod względem wielkości zajmują trzecie i czwarte miejsce po piramidach Cheopsa i Chefrena. Często określa się je mianem: Czerwonej i Łamanej. Jest jeszcze kilka mniejszych dla rodziny faraona, już nie tak okazałe jak władców.

Tam poraz pierwszy odczułam ich potęgę. Pustynia, pięć piramid, a w ich cieniu kilku policjantów na wielbłądach kłócących się z otoczeniem – staram się ich nie dostrzegać, nie widzę ich. Nie ma turystów, nie ma tej rzeszy ludzi pstrykających aparatami fotograficznymi – bezbłędni są w tym Japończycy, handlarzy pamiątkami, chłopców namawiających na jazdę konną czy wielbłądem… Idealna cisza… W dali na północ widać monumenty Gizy, na południe kolejną piramidę w Meidum. Świadomość miejsca, gdzie przed pięciu tysięcy laty byli ludzie, żyli i umierali, śmiali się i płakali, radowali i smucili… Dotykałam piramidy i chciałam poczuć ich energię, którą pozostawili po sobie. Siedziałam na piasku z przymkniętymi oczami i chciałam usłyszeć odgłosy życia, które się tu toczyło, poznać prawdę o nich, gdyż w interpetacje archeologów nie wierzę, nie przekonuje mnie. Piramidy nigdy nie mają jednolitej barwy, ona stale zmienia się. Raz są ciemne, przysadziste, groźne; innym razem rozświetlone, strzelające w niebo swym blaskiem. Patrzenie na nie nie nudzi. Miejsce działało na mnie jak magia, mogłabym siedzieć godzinami zapominając o realiach życia toczącego się dzisiaj. Tam DZISIAJ nie istnieje.

Niestety, cywilizacja i tam dotarła. Dahszur pojawiło się w programach wycieczek turystycznych i czar miejsca prysł.

(Zdjęcia ze zbiorów prywatnych)